• Wpisów:17
  • Średnio co: 92 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 19:38
  • Licznik odwiedzin:3 111 / 1661 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Nie mam pojęcia czy ktoś tu jeszcze zagląda..
Chciałam bardzo przerosić, że tak zakończyłam to opowiadanie,albo może że go nie dokończyłam..
Ale niestety brak weny robi swoje..
Teraz zołożyłam kolejnego bloga i obiecuję że bede go prowadzić regularnie
martwaaaa.pinger.pl <3
 

 
Spojrzałam mu głęboko w oczy, były teraz tak wypełnione szczęściem, po bezczelnym Lou ślad zaginał. Chłopak uroczo się do mnie uśmiechnął, wtuliłam się w niego:
-Przepraszam, Katy..- zdziwiłam się za co on mnie jeszcze przeprasza.?
-Ależ za co ty mnie przepraszasz, mówiłam że nie gniewam się już za tamto…
-Nie, chodzi mi o to że złamałem obietnice, że wszyscy złamaliśmy ją- popatrzałam Ne niego ze zdziwieniem więc zaczął tłumaczyć- Mieliśmy się nie zmienić, a tymczasem..
Gdy to usłyszałam zaczęłam się śmiać, Tomlinson spojrzał na mnie , zauważyłam że nie dokładnie zrozumiał dlaczego się śmieje.:
-Więc ja także cie przepraszam, jak widzisz-pokazałam mu na siebie- totalnie się zmieniłam
-To prawda, ale to nie chodzi o wygląd, tylko o twoje zachowanie, już nie jesteś tym bezczelnym kurduplem.- w odpowiedzi wytknęłam mu jedynie język. W tym samym czasie mój brzuch wydał głośny odgłos. Lou spojrzał na mnie z uśmiechem- Już dobrze, dobrze dam ci cos do jedzenia, ale nie warcz na mnie.
Zanim zdążyłam mu przywalić, albo chociaż odpyskować zniknął w kuchni, kurde musze przyznać że wyszłam już z prawy. Powolnym krokiem udałam się za nim, stanęłam w progu i z uśmiechem na twarzy przyglądałam się wyczynom mojego przyjaciela. Byłam naprawdę szczęśliwa że znowu mogę go tak nazwać. Po chwili zorientowałam się że chłopak również ze smajlem się na mnie patrzy:
-A ty drogi panie Tomlinsonie co się tak szczerzysz.?-podszedł bliżej mnie i objął mnie swoimi ramionami:
-Wiesz, jakoś nie mogę uwierzyć że tu jesteś Katy, ciągle myśle że mi znikniesz- popatrzałam mu w oczy:
-Och, Lou obiecuję że już nigdy cie nie zostawię,. Aż jeszcze będziesz mnie miał dość, zobaczysz.- Na moje słowa od razu na jego twarzy pojawił się wielki banan, a ja chciałam żeby ta obietnica mogła się spełnić…
Byliśmy naprawdę niebezpiecznie blisko siebie, i ta odległość coraz bardziej się zmniejszała, ale byłam tak bardzo zahipnotyzowana że nie mogłam się odwrócić, dobrze a może i nie że Louis nie był tak oczarowany i to on odwrócił się i podał mi kanapki, przy tym nieśmiało się uśmiechając.
Jak się później okazało, Lou tak jak mu poradziłam znalazł sobie dziewczynę, Harry nadal zaręczony z Taylor, na razie (podobno) o ślubie nie myślą, Liam ożenił się z ta całą Danielle, a Zayn nadal jest z Sarą, ślubu nie było i na razie ma nie być, a Niallerek jako jedyny mnie nie posłuchał i nie miał dziewczyny może to dobrze, więcej Nialla dla mnie …
Wieczorem postanowiliśmy obejrzeć jakiś film a po nim miałam zamiar jechać do domu. Pozwoliłam Lou a by choć raz to on mógł wybrać wybrał : Wampiry i świry. Oglądałam go może z milion razy ale już tak dawno nie spędzałam z nim tyle czasu, więc się nie odzywałam. W połowie filmu zrobiłam się strasznie senna:
-Lou, odwieziesz mnie.? Chce mi się straaaasznie spać- Powiedziałam ziewając, chłopak spojrzał na mnie zdziwiony, a po chwili dodał:
-Ty myślisz że ja cie teraz wypuszczę.?- Kiwnęłam zdezorientowana głową, a ten wybuchnął niepohamowanym śmiechem: hahahah, żebyś znowu mnie zostawiła.? Nie ma mowy, ja tu zaraz zwołam resztę i dopiero rozkręcimy imprezę.
-Nie Lou, tylko nie to -popatrzał na mnie ze zdziwieniem- Przyszłam do ciebie i tylko wyłącznie do ciebie, spędziliśmy ze sobą ten dzień, było naprawdę super, ale to na tyle. Ty jutro wyjeżdżasz ja tu zostaje- po policzkach zaczęły spływać mi łzy, spojrzałam na chłopaka, on był jeszcze bardziej zapłakany niż ja.
-ty mówisz na serio…? Ty..ty naprawdę chcesz mnie zostawić..? –Przysnął się bliżej i ujął moja twarz w swoje dłonie- A ja, jja, ja myślałem… Myślałem że będzie tak jak dawniej.
-Lou naprawdę chciałabym, ale to niemożliwe.. Nawet gdybym wróciła nie mam po co wracać… - Rozryczałam sie na dobre, on również, teraz płakaliśmy oboje wtuleni w siebie:
- Katy, nie mów tak, wróć do nas, do mamy.. Ona naprawdę za Toba tęskni.. Wszyscy za Toba tęsknimy- spojrzałam mu w oczy:
-Lou, ja przepraszam, ale musze już iść, jeżeli, jjjjeżeli będziesz w Kanadzie zadzwoń- wtuliłam się w niego ostatni raz i wybiegłam na zewnątrz, tak musi być, inaczej nie mogłam…

Kolejny dzień nastał, naprawdę chciałam aby wczorajszy trwał całą wieczność. Na zewnątrz było dość ciepło, a w moim sercu jak jeszcze nigdy panował wielki chłód.. Taaaa to jest to ,dawna zimna suka powróciła.. Musze przyznać że się strasznie za nią stęskniłam…
Założyłam dżinsowe mocno przetarte spodenki i top w różnorodne ciapki, a do tego ukochane vansy, włosy związałam w koka, i pierwszy raz od dawna nie założyłam okularów, wzięłam tylko jeszcze mały plecak i jak co dzień musiałam iść do pracy, oj współczuje dzisiaj Carlosowi…
Weszłam do studia pewnym krokiem na wejściu powitał mnie ten idiota:
- Katy co to miało być wczoraj.?- zapytał z oburzeniem, myślałam że zaraz wybuchnę śmiechem, ale się powstrzymałam i odpowiedziałam:
-Wczoraj to byłam ja. Bezczelny Kurdupel, miło mi, a może i nie- odpowiedziałam i jak zwykle wyszczerzyłam zęby, on spojrzał na mnie tym swoim „karcącym wzrokiem” i dodał:
- Taaaa fajnie się popisałaś, już wiemy na co cię stać. Ale teraz już zachowuj się normalnie..-przerwałam mu :
-Hahahah, ależ drogi Carlosku to właśnie jest moje normalne zachowanie, a teraz chodźmy już i wyluzuj trochę..- Powiedziałam i z uśmiechem na ustach poszłam na walnięte spotkanie..
W Sali było może z dziesięciu gości , średniego wieku, w garniturkach, łatwe ofiary nie ma co.. Dobrze że wzięłam mój plecak, postanowiłam zacząć od klasyki i podłożyłam jednemu gościowi poduszeczkę a gdy usiadł po Sali rozległ się niezbyt przyjemny odgłos, a po chwili wszyscy (oprócz Carlosa) wybuchnęli śmiechem. Po tym małym dowcipie dostałam smsa… Od Carlosa..
„ Mała lepiej się zachowuj, jeszcze jeden psikus i wylatujesz stąd na zbity pysk. I ja się już postaram żeby żadna wytwórnia cię nie przyjęła, więc morda w kubeł i siedź spokojnie.”
Spojrzałam na niego z wściekłością a on posłał mi bezczelny uśmiech, totalny dupek..
Jakże że z psikusów nici postanowiłam wejść na twittera, zobaczyłam że Louis dodał niedawno trzy wpisy :
„ Żegnaj Kanado, żegnaj moje szczęście..”
„ I znowu ta pustka, której nikt oprócz Ciebie nie potrafi wypełnić”
„ Nigdy się nie zmieniaj.. Mój kochany Bezczelny Kurdupelku..”
Zrobiło mi się naprawdę ciężko na serduszku, więc tez postanowiłam coś napisać:
„ Serce pęka, ale zostanę tu, nie chcę ale muszę. Ciałem W Kanadzie, Sercem w Londynie…”
Nie minęły nawet dwie minuty a już pojawił się tweet od Lou, takie spotkania to ja mogę mieć codziennie:
„Skoro serce twe tu już jest to może pora i ciało przenieść.? Musze przyznać że brakuje mi dawnego Smerfa, bo ta sztuczna Katy Strzelecka mnie przeraża, jest niczym osiemdziesięciolatka..”
O tego to już za wiele, ja niczym osiemdziesięciolatka,, co to to nie, pora pokazać na co stać Smerfa. Schowałam telefon do kieszeni i wstałam wszyscy momentalnie na mnie spojrzeli, a ja zaczęłam swoja mowę:
-Naprawdę świetnie było choć przez chwile być piosenkarką i spełniać swoje marzenia.. Tylko że te marzenia maja zbyt wysoka cenę, trzeba całkowicie się zmienić, a później już nie ma odwrotu.. Muszę jednak przyznać że i ja się zmieniłam, zmieniłam się i to całkowicie. Lecz spotkałam wczoraj dawnego kumpla i przypomniał mi że ja to Bezczelny kurdupel o niewyparzonej mordzie, a nie nudna Katy Strzelecka. także żegnam państwa. Moje serce pozostało w Londynie i musze po nie wrócić..
Po tym jak skończyłam usłyszałam brawa uśmiechnęłam się szeroko i czym prędzej pognałam do domu, aby się spakować. Zajęło mi to niecała godzinę a już pędziłam na lotnisko, tam wykupiłam najszybszy lot do Londynu. Jednak ten był dopiero za godzinę, nagle usłyszałam że dostałam smsa, tak jak myślałam Carlos.. Czy ten człowiek, już nigdy nie da mi spokoju.?
„ Ty bachorze, lepiej przemyśl to dobrze.. Już nigdy nie zostaniesz piosenkarką. I jestem bardzo ciekawy, kto niby w tym całym Londynie na ciebie czeka,? Mamusia .? oj, jak słodko, ale ona w niczym ci nie pomoże..”
O tego było za wiele mnie mógł sobie obrażać do woli, wszystko to spływało po mnie i dawało siłę, ale nie pozwolę żeby pisał cos o mojej mamie, czym prędzej najgrzeczniej jak potrafiłam mu odpisałam:
„ Hahahah, Bachorze,? Człowieku ja jestem kurwa młodsza od ciebie tylko o kurwa rok. Więc nie wyskakuj mi tu z a takimi kurwa epitetami. A i jeszcze jedno: KURWA NIE OBRAŻAJ MOJEJ MAMUSI..”
Po pięciu sekundach przyszedł kolejny smsa:
„ Cos mi się wydaje że ktoś tu jest uzależniony od słowa KURWA..”
Niemalże się uśmiechnęłam i wysłałam mu bardzo rzeczowego smsa:
„My Polki tak już mamy
Już miałam dość, wiec po prostu wyłączyłam telefon, i w tym samym czasie zaczęto wzywać pasażerów na lot do Londynu.
Gdy wchodziłam do samolotu poczułam się w końcu, znowu wolna, bez fanów, paparazzi, bez sztucznej Katy, teraz byłam tylko JA i LONDYN, który za jakiś czas miałam zaszczycić swoja obecnością…
  • awatar Fucking perfect: Yay! Pojawił się kolejny rozdział u ciebie w końcu! Nawet nie wiesz jak bardzo na niego czekałam. Twoje opowiadanie jako jedno z nielicznych sprawia, że co chwilę się uśmiecham. Masz talent, wykorzystaj go i mam nadzieję, że dodasz szybko kolejny, gdyż chcę się dowiedzieć jak się potoczą losy Katy Strzeleckiej w Londynie. Oj, będzie się działo. Czekam, pozdrawiam i życzę dużo weny! Nika. x
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: No w końcu! odcinek! :D DZIĘKUJĘ :D :* chce wiedzieć co będzie dalej! Szybko, jak najszybciej :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Zaszłam do kawiarenki, Carlos siedział już przy stoliku i pił swoje cappuccino, dosiadłam się do niego i zamówiłam gorącą czekoladę.
-Katy mam dla ciebie niespodziankę.- ucieszyłam się, wiedziałam ze to będzie coś niezwykłego, bo niespodzianki Carlosa nigdy nie były banalne.
-Ooo, jestem strasznie ciekawa co to będzie
-Nie co, tylko raczej kto. Zaśpiewasz duet z Conorem Maynerem
-Że co.? Jak ci się to udało załatwić.?- Niemal zaniemówiłam to byłoby coś zaśpiewać duet z taką gwiazdą
- A widzisz trzeba mieć takie zdolności jak ja. Zaczynacie nagrywać jutro.
Rzuciłam się na niego i mocno przytuliłam. Carlos nie był tylko moim menagerem, ale także przyjacielem, był ode mnie starszy tylko o rok, miał 20 lat. Taki młody, a jaki wykształcony. Postanowiłam napisać smsa do taty „ Tato, nie uwierzysz, nagram duet Conorem Maynerem”. Zapewne nie będzie wiedział o kogo mi chodzi, ale wcześniej kazał siebie informować o mojej karierze, także starałam się dotrzymywać obietnicy.
Po napisaniu wiadomości pożegnałam się z chłopakiem i wyszłam z kawiarenki, zamierzałam pójść do sklepu muzycznego i rozejrzeć się za nowymi płytami. Weszłam do sklepu, przywitałam się z ekspedientkami, i poszłam na poszukiwania. Po drodze zaczepiło mnie parę nastolatek, które prosiły o autografy i zdjęcia. Tak wiele przez ten rok się zmieniło, przestalam ćpać, stałam się nieco grzeczniejsza, zmieniłam kolor włosów, stałam się rozpoznawalna.. Po prostu magia, a to wszystko dzięki małej Sophii. Przechodziłam pomiędzy regałami, aż zobaczyłam wielki napis „ NOWA PŁYTA ONE DIRECTION!’. Przystanęłam na chwilę i obejrzałam okładkę, no musze powiedzieć że chłopcy się zmienili:
-Liam- obciął kochane loczki, i jego włosy były ledwo zauważalne, a pamiętam jak kochałam się nimi bawić, nie było tez widać jego uroczego uśmiechu, widniał jedynie ten sztuczny…
-Niall- cos mi się wydaje że mój przystojniak nosił aparat, bo jego zęby stały się prościutkie ( to nie fair teraz to już jest zupełnie idealny), mimo że uśmiechał się, był to jak u Liama uśmiech sztuczny, jego włosy także się zmieniły, nie był już blondynkiem..
- Harry- jego loczki już nie kręciły się tak jak wcześniej, stały się mniej niesforne, oczy nadal zielone, uśmiech był ,jednak nie uśmiechał się na tyle szeroko aby ukazać swoje dołeczki, czyli tutaj tez można było dostrzec ze uśmiech ten był sztuczny…
-Lou- nie uśmiechał się wcale, tak ten kochany wiecznie uśmiechnięty dzieciak nie uśmiechał się, nie miał także swojej grzywki zakrywającej czoło, teraz włosy były zaczesane do góry, a jego duże oczy wypełnione były smutkiem..
-Zayn- strasznie schudł, naprawdę był mega chudy, włosy jak zawsze czarne postawione do góry, uśmiechał się, (doskonale pamiętałam ten uśmiech zawsze uśmiechał się tak wtedy gdy się kłóciliśmy, był to uśmiech bezczelnego idioty), pozę przybrał taką jakby miał wszystkim do przekazania: Mam na was wszystkich wyjebane.. Cały Zayn…

Zdecydowałam się kupić tą płytę.. Wiem że może nie powinnam, ale jednak któraś cześć mnie tak cholernie nalegała..
Później przyszła pora na sesje zdjęciową, uff jak ja tego nie lubię.. No ale jest to jeden z obowiązków, który muszę spełnić. Zawsze gdy później oglądam te zdjęcia w czasopismach, nie mogę uwierzyć że to ja, czasami dość mocno przesadzają z photoshopem. Weszłam do pomieszczenia w którym, owa sesja miała się odbyć. Gdy tylko przekroczyłam próg, podleciało do mnie pełno różnych osób, jedne zmieniały strój, drugie fryzurę, a jeszcze inni zajęli się makijażem. No i ja się pytam po co to wszystko, jak i tak później mnie przerobią. No ale, nie będę się nic odzywać, niech zrobią co zrobić maja… Po dwóch godzinach męki, w końcu się skończyło. Poszłam do swojego domu, żeby w końcu Zmienić się w Katy, założyłam przetarte spodenki, czerwoną bokserkę i białe vansy, włosy spięłam w luźnego koka, założyłam jeszcze okulary, i już byłam wolna. Mogłam być sobą …
Wyszłam z mojego domu , zobaczyłam na ławeczce parę staruszków, którzy się namiętnie całowali, zrobiłam im zdjęcie i . Postanowiłam wstawić je na twittera z dopiskiem: Forever Young… Jakie to słodkie, mimo że przeżyli ze sobą tyle lat, to nadal się strasznie kochają. I nagle po tej myśli zrobiło mi się strasznie smutno, bo co jeśli ja nikogo takiego nie znajdę.. Jak dotąd wszystkich od siebie odpychałam,… Co jeżeli będę umierać samotnie jako stara panna. Az wzdrygnęłam się na to .. Postanowiłam jak najdalej odepchnąć od siebie te myśli..Szłam sobie spokojnie chodnikiem, Az tu nagle zza rogu wybiegł chłopak i wpadł na mnie, z dość mocną siłą, przez co wywaliliśmy się oboje. Chłopak miał na głowie kaptur, a na oczach okulary, :
-Pomóż mi, one zaraz mnie dopadną.- domyśliłam się że chodzi mu zapewne o fanki, złapałam go za rękę i zaczęliśmy biegnąć. Postanowiłam go na chwile zaprosić do mojego domku, zamknęłam drzwi na wszystkie cztery zamki (taa , nie mam jeszcze ochrony, a bezpieczeństwo najważniejsze). Chłopak usiadł na kanapie i mi się przyglądał, było to naprawdę wkurzające, bo nie odezwał się ani słowem:
-Może byś tak się przedstawił.?- chłopak usłyszawszy moje słowa, trochę się zmieszał, ale już po chwili odpowiedział:
-Sorry, ale nie mogę.- popatrzałam na niego z niedowierzaniem, no bo przecież uratowałam mu dupe, jeszcze zaprosiłam go do swojego domu, a ten nawet nie chce się przedstawić.
-Że co.? Wiesz, podejrzewam że jesteś jakimś tam sławnym piosenkarzem, ale tak na serio to mam to gdzieś, bo wiesz, też w tym siedzę.- popatrzył na mnie ze zdziwieniem:
-Jak się nazywasz.?-powiedział po dłuższym zastanowieniu.
-Jestem Katy Strzelecka.-chłopak gdy usłyszał moje nazwisko lekko się uśmiechnął- jest cos śmiesznego w moim nazwisku.?
-Nie, nie. Wiesz musze już iść. Ale cos mi się zdaje że szybko się spotkamy,.
-Wątpię- odpowiedziałam chłodno, bo coraz bardziej mnie wkurzał. Zaprowadziłam go do drzwi i bez entuzjazmu pożegnałam. Ja jebie, jakie te gwiazdki są porozpieszczane, żebym tylko ja się taka nie stała. ..
Usiadłam na kanapie. Zazwyczaj o tej porze właśnie się nudziłam, nie miałam co robić, no bo musze przyznać że nie miałam żadnych przyjaciół, no dobra jedynie Carlosa, ale on miał własne sprawy… Nagle przypomniało mi się że przecież kupiłam nowa płytę, i oto nadszedł właśnie czas by ja przesłuchać, piosenki były naprawdę ładne, a teksty naprawdę mądre i przemyślane. Większość to były ballady, znalazło się parę skoczniejszych piosenek, jaka zmiana pomyślałam, bo zazwyczaj większością były piosenki skoczne a nie ballady..Do płyty był również dołączony bonus, włączyłam go , przed piosenką był jakiś wstęp a brzmiał tak :
„Dla naszego promyczka, które zwykle rozświetlało nam drogę, teraz niestety nam go zabrakło, ale mamy nadzieję, że w końcu nabierze sił i znowu zabłyśnie”
Początkowo nie skojarzyłam o co może im chodzić, ale po przesłuchaniu piosenki…
Po przesłuchaniu miałam już pewność, że piosenka zapewne jest dla mnie, a może i nawet o mnie. Rzuciłam płytę w kąt, przecież mieli zapomnieć, przecież obiecali…
Następny dzień.
Wstałam z bólem głowy i niezbyt dobrym humorem, więc nie zachęcam dzisiaj do denerwowania mej osoby. Kurczę, a tu jeszcze przede mną to spotkanie z Conorem. Przejrzałam się w lustrze, no i musiałam przyznać ze wyglądam gorzej niż szop pracz ( nie obrażając tych pięknych zwierząt). Moje włosy całkowicie się powykręcały we wszystkie możliwe strony, sińce pod oczami były już większe niż same oczy, po prostu koszmar. Musiałam wziąć się w garść i szybko cos ze sobą zrobić. Najpierw ciepły prysznic, niestety musiał być zimny, a wręcz lodowaty ( ktoś zakręcił mi ciepłą wodę, zapewne Carlos). Później okazało się że suszarka się przepaliła, dobra trudno, próbowałam wyprostować, niestety końcówki nie były dzisiaj po mojej stronie, zostałam więc zmuszona do wykorzystania lokówki. No i oto dzisiaj miałam pofalowane włosy, makijaż mi się udał, nawet nie było widać sińców, także o to mogłam być spokojna teraz pozostał mi jedynie strój. Otworzyłam obszerna szafę i zaczęłam przebierać, po 40 minutach przymierzania i przeklinania siebie przed lustrem że wyglądam grubo udało mi się wybrać odpowiedni do sytuacji i do mojej figury zestaw. Wybrałam malinową rozkloszowaną na dole bez rękawów bluzkę która z tyłu miała śliczny przechodzący przez całą bluzkę złoty zamek, do tego krótka materiałowa czarna spódniczka i 15 centymetrowe malinowe koturny bez palców. Przeglądając się w lustrze musiałam przyznać że wyglądam bosko. Założyłam na siebie jeszcze czarna skóre i wyszłam na zewnątrz. Dzisiaj było naprawdę ładnie no może jedynie temperatura nie dopisywało bo było jedynie niecałe 15 stopni,. Spojrzałam na zegarek i okazało się że mam jeszcze godzinę, postanowiłam przejść się pieszo. Podziwiałam piękno tego miasta, tak rzadko mogłam to robić mimo że byłam tu już tyle czasu…
Zapewne ciekawi was jak to wszystko się potoczyło. Próbowałam sobie znaleźć jakieś zajęcie, piłka już niezbytymi wystarczała, coraz bardzie tęskniłam za NIMI. Az do głowy przyszedł mi pomysł że mogłabym spróbować w jakimś programie. Wybrałam X-Factora, udało się przeszłam castingi , a później wszystko potoczyło się tak szybko i nagle okazało się ze jestem w finale zajęłam drugie miejsce, mimo tego że nie wygrałam jedna z wytwórni zaoferowała mi bardzo ciekawą ofertę i jak się pewnie domyślacie przyjęłam ją. No i teraz wydaję płytę… Marzenia jednak się spełniają wystarczy jedynie w nie mocno wierzyć. Czasami jednak tęsknie za dawnym życiem, za spokojem, za ciągłym wygłupianiem się, robieniem tego na co mam ochotę, a najbardziej za przyjaciółmi…
Gdy szłam sobie spokojnie rozmyślając nad tym wszystkim nawet nie zauważyłam ze doszłam do wytwórni. Wzięłam głęboki wdech i weszłam, nie powiem strasznie się denerwowałam. Ledwo co przekroczyłam próg wytwórni a już wpadłam na kogoś, ja złapałam równowagę, niestety moja ofiara już nie. Podałam mu, lub jej rękę:
-Przepraszam , nie zauważyłam cię- uśmiechnęłam się przyjaźnie.
Osoba podniosła się i zobaczyłam w jej oczach gniew:
-To się kurwa do okulisty zapisz. A te swoje przeprosiny to sobie wiesz gdzie wsadzić możesz- Po wypowiedzianej przez siebie kwestii, uśmiechnął się arogancko, ale chyba nie zamierzał wyjść. Po jego głosie mogłam stwierdzić że był on człowiekiem o płci męskiej.
Nie powiem naprawdę się wkurzyłam, miałam głęboko w dupie że powinnam zachować spokój i zachowywać się jak przystało na piosenkarkę, odwróciłam się na pięcie, a gdy zobaczyłam że on tez się odwrócił zdjęłam buta i trawiłam go prosto w łep. Stłumiłam śmiech a gdy zobaczyłam że chłopak odwrócił się i aż kipiał ze złości, zdjęłam drugiego buta i zaczęłam uciekać, ten rzucił się za mną w pogoń. Biegłam najszybciej jak umiałam i nie powiem chłopak też był szybki, jednak to ja miałam przewagę bo znałam to miejsce naprawdę dobrze ,on jednak nie. Gdy zbiegaliśmy już sama nie wiem który raz ze schodów zaczęłam się śmiać, po chwili usłyszałam że on również chichocze. Ze śmiechem na ustach biegliśmy dalej, jednak jak to ja musiałam się o cos potknąć, na podłodze było pełno kabli i tak wylądowałam na ziemi a zaraz za mną on. Teraz leżał na mnie i przygniatał mnie swoją masą i musze przyznać lekki to on nie był. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę dlaczego tu leżymy, chciałam uciec ale niestety nie miałam jak. Po jakimś czasie poczułam jak chłopak schodzi ze mnie, i kuca obok ,przewrócił mnie delikatnie na plecy i teraz mogłam mu się dokładniej przyjrzeć wcześniej uniemożliwiał to kaptur. po uśmiechu poznałam że był to ten sam chłopak, któremu wczoraj pomogłam. Miał niezbyt krótkawe włosy w kolorze ciemnego blond, i śliczne niebieskie oczy, były że tak powiem takie hipnotajzing. Wstał i podaj mi rękę, po chwili uśmiechnął się przyjaźnie i powiedział:
-Przepraszam, za moje wcześniejsze zachowanie. Denerwuje się bo jestem umówiony z jedną z piosenkarek. Wiesz mamy podpisywać jakieś papiery, a później nagrać piosenkę.
Przyjrzałam mu się lepiej a po chwili sama się uśmiechnęłam:
- Conor Mayner.?-zapytałam, nadal się szczerząc
-Ty zapewne jesteś Katy.?
Pokiwałam jedynie głowa, postanowiliśmy zaszczycić swoja obecnością naszych menagerów, ale przed poszliśmy poszukać moich butów…
Po dwóch godzinach strasznie nudnych rozmów, byłam cholernie senna i znudzona, no ale nie tylko ja, chłopak siedzący naprzeciwko mnie również nie był zbytnio zainteresowany. Kiedy mieliśmy już kończyć mój menager spojrzał znacząco na menagera chłopaka i powiedział:
-Chyba nadszedł czas żeby im powiedzieć.- nie spodobały mi się te słowa, zwłaszcza że Carlos spojrzał na mnie ze smutkiem w oczach. Ten drugi jedynie pokiwał głowa i zaczął mówić:
- Musimy jakoś zainteresować widzów waszą piosenką i zrobić trochę szumu wokół was. Także, wiecie oboje jesteście singlami więc stwierdziliśmy ze najlepszym wyjściem będzie „swatanie was”. Już wszystko jest przygotowane, no wiecie scenariusz jak macie się zachowywać itp., takie związki są teraz na czasie i wiele gwiazd tak robi.
Popatrzałam na Carlosa ze złością jego mina mówiła „ Proszę zachowuj się”. Jednak nie mogłam, tego było już za wiele jak oni mogli tak bezczelnie wtrącać się w moje osobiste życie, i to jeszcze na dodatek bez mojego potwierdzenia. Niektórymi rzeczami się nie przejmowałam, no jak np., przeprowadzenie się do tego miasta, zaprzestanie kontaktów z dawnymi znajomymi, czy tez zmienienie mojego imaginu, no i charakteru, ale to.?Nie wytrzymałam i wybuchnęłam:
- Nie, mam tego dość. To wszystko jest tak bardzo zjebane, że nie wiem jak ci wszyscy piosenkarze mogą to wytrzymać, wszystko jest takie sztuczne. Czy to właśnie taką cenę trzeba płacić aby spełnić swe marzenia.? Jeżeli tak, ja rezygnuje nie posiadam takiej kwoty.
-Katy, proszę cię..-Zaczął Carlos , ale przerwał mu Conor:
-Ona ma rację, nie można tak swatać ludzi. My się przecież nawet nie znamy, to chore..
- no właśnie, także ja wychodzę, będę kiedy wrócę. I zastanówcie nad tym jebnietym pomysłem poważnie..
Zdjęłam z siebie te okropne buty ,związałam włosy w luźnego koka a przed wyjściem pozdrowiłam wszystkich środkowym palcem. Taa, głupia myślałam że Carlos to przyjaciel, gówno prawda nie warto Wierzyc w przyjaźń. Wpadłam do swojego domu, przez całą drogę biegłam. Włożyłam na siebie szare spodnie od dresu i luźną bluzkę z napisem „ Miej wyjebane a będzie ci dane”. Na nogi założyłam już dawno nie używane rolki , a do torby wrzuciłam adidasy tak wyjechałam na miasto, parę psikusów jeszcze nikomu nie zaszkodziło, pomyślałam i uśmiechnęłam się sama do siebie. Gdy tak jechałam , postanowiłam jeszcze tylko wysłać smsa do „kochanego” Carlosa:
„ Wiesz co szczerze mówiąc to mam ciebie głęboko w dupie i nie obchodzi mnie że będziesz mięć jakiekolwiek problemy. Bo uwierz mi na pewno się one pojawią… Przyszedł czas abyś poznał prawdziwa Katy Strzelecką Buhahahah „
Wysłałam smsa i w końcu od bardzo dawna poczułam się wolna. Nie czekając na odpowiedz dałam się porwać adrenalinie która przez cały ten rok nieźle się we mnie nabuzowała..
Gdy tak jeździłam w poszukiwaniu mojej ofiary, poczułam wibracje w tylnej kieszeni, spojrzałam na wyświetlacz telefonu, heh tak jak myślałam Carlos :
„Katy, przestań.. Ty nic nie rozumiesz. Gwiazdy takie jak ty musza być przygotowane na takie poświęcenia, dzięki temu twoja płyta o wiele lepiej się sprzeda. Tak już po prostu musi być.. Uwierz mi ja tego nie chciałem, nie mógłbym ci tego zrobić z własnej woli, pamiętasz jesteśmy przecież przyjaciółmi..”
Po przeczytaniu, zatrzymałam się na chwilę i to nie dlatego że wzruszył mnie ten sms ( no cos ty mnie miałoby takie cos ruszyć.? Nie ma mowy) Zatrzymałam się ponieważ zobaczyłam że przed sklepem muzycznym stoi ogrom dziewczyn, podjechałam bliżej i zapytałam grzecznie jedną z nich:
- więcej was tu matka nie miała.?- spojrzała na mnie ze zdziwieniem, ale po chwili odpowiedziała:
-To ty nic nie wiesz,.?- spojrzałam na nią jak na człowieka z zaburzeniami:
-Wiesz, gdybym wiedziała to bym się chyba nie pytała.?
-Nie uwierzysz.-
-Cos mi się jednak wydaje ze uwierzę- spojrzała na mnie z jeszcze większym zdziwieniem
-One Direction tutaj jest i podpisują płyty- po powiedzeniu tego wydarła się tak głośno że omal mi bębenki w uszach nie poszły.
One Direction w Kanadzie i ja o tym nie wiem.? Chwileczkę…
A niby skąd miałabym to wiedzieć, od wieczności nie czytam gazet, a na Internet wchodziłam chyba z dwa lata temu.. Kurwa jak to możliwe że ja jeszcze żyje…
Założyłam adidasy a rolki wzięłam w ręce i postanowiłam „wejść” ( tzn., przejść przez tłum napalonych fanek), niezbyt mi się to udawało, te ich fanki naaprawde SA uparte, ale w końcu po godzinie znalazłam się w środku, niestety tu było ich jeszcze więcej, za wcześnie się cieszyłam to dopiero był początek..
Przepychałam się , kopałam, gryzłam..
Nie mam pojęcia co się ze mną działo, ale rządza żeby ich zobaczyć była zbyt wielka żebym mogła z nią walczyć. chciałam usłyszeć ich głosy, zobaczyć choć przez moment i to mi by wystarczyło, dałoby siłę..
W końcu gdy byłam przed nimi jakieś 40 metrów, dane było mi ich zobaczyć..
Żaden z nich się nie uśmiechał, żaden nie chciał robić sobie z fanka zdjęć, nie podawali dłoni, nie kazali dotknąć,.. Co się z nimi porobiło. W końcu przyszedł czas na mnie, pierwszy był Harry. Wyszczerzyłam żeby w uśmiechu, aby pokazać że także mam śliczne dołeczki:
-część, mam na imię Katy.- popatrzył się na mnie, ale tylko na chwilę
-Fajnie masz.. A teraz to co masz do podpisania bo czasu nie mam.- popatrzałam na niego zdziwiona, kurwa jaki on był bezczelny.
- Cycki - wyszczerzyłam się jeszcze bardziej. Ten spojrzał na mnie zdziwiony- no co się tak gapisz, dalej podpisuj bo ja czasu tez nie mam.- teraz to już kompletnie był zdziwiony, ale wstał wziął długopis i podpisał.
-Może być.,?- zapytał zawstydzony
-Dłużej się nie dało.?-zapytałam coraz bardziej rozbawiona
Popatrzył na mnie z byka, a mnie już nie było, postanowiłam pójść do blondyna, on zawsze dla fanek był najmilszy:
-część jestem.- bezczelnie mi przerwał:
-No okej, nie obchodzi mnie to jak się nazywasz, dalej dawaj machnę ci podpis i spadaj, bo jak widzisz sama nie jesteś- ze zdziwienia aż otworzyłam buzię- uważaj bo ci mucha zaraz wpadnie- kurwa przecież to był mój tekst..
Pochyliłam się nad nim i ukazałam dekolt, domyślił się ze chce tam podpis, zapewne dlatego że był tam również podpis Harolda, podpisał i już nawet na mnie nie spojrzał, ja jedynie na odchodne powiedziałam:
-Kiedyś byłbyś idealna przyjaciółka, teraz to już sama nie wiem..
Spojrzał na mnie ze zdziwieniem i zapewne chciał cos powiedzieć, ale podeszłam już do kolejnego chłopaka:
-Hey Lou – powiedziałam najbardziej miłym tonem jak to było możliwe, a kiedy na mnie spojrzał wyszczerzyłam zęby, jednak nic to nie dało, bo już po chwili odwrócił wzrok
-Ej co się z wami stało.?- zapytałam wzburzona niczym pięciolatka która nie dostała lizaka
- Tak naprawdę zawsze tacy byliśmy..- odpowiedział ze smutkiem, ? czy mi się tylko tak wydawało..
-taa, no nie wydaje mi się..-powiedziałam już całym tym ich zachowaniem zażenowana, spojrzał na mnie zdziwiony, wstał i spojrzał na mnie z byka:
-Ciekawe niby skąd to wiesz moja „ukochana faneczko”, która wie o nas wszystko z gazet i Internetu, jak cos ci się nie podoba to wypierdalaj.- spojrzałam na niego ze łzami w oczach, ten gdy jej zobaczył, otworzył buzie ze zdziwienia , jednak nic sobie z tego nie robiłam i zaczęłam iść w kierunku wyjścia, wołał cos jeszcze za mną ale mój mózg totalnie się wyłączył, a w uszach jak echem odbijało się jego zimne „wypierdalaj”…
Włożyłam na nogi rolki i jak duch posnułam się do domu..
Gdy już byłam na miejscu postanowiłam od bardzo dawna wejść na Internet i zobaczyć co przez te dwa lata stało się z niegdyś „moimi chłopcami:” Wpisałam w wyszukiwarkę One Direction, i to wystarczyło , wyszło mnóstwo haseł, weszłam w pierwszo lepsze:
One Direction, totalna porażka na koncercie. Kiedyś gdy fanka rzuciła na scenę bieliznę, chłopcy robili sobie z tego żarty, teraz juz tak nie jest. Ostatnio gdy podobny przypadek miał miejsce, najstarszy członek zespołu, cisnął ta rzeczą w fankę z dość dużą siłą i krzyknął: To kurwa nie miejsce dla striptizerek..
Weszłam w kolejna stronę:
Harry Styles odepchnął z dużą siłą od siebie fankę, a ta chciała tylko się do niego przytulic. Skutkiem tego wypadku była złamana noga i ręka dziewczyny
Postanowiłam czytać tylko nagłówki:
Zayn pobił się z fanem o dziewczynę. Niall opluł fankę. Liam zaczyna brać narkotyki. Harry pali papierosy. One Direction przyszło wypite na koncert..
Nie no stop, tego już za wiele, przecież obiecali że się nie zmienią, że nadal będą tacy sami. Że.. Nie no dlaczego oni tak siebie niszczą ..Odeszłam bo chciałam żeby mieli lepsze Zycie, a okazało się że właśnie tym odejściem kompletnie ich zniszczyłam..
Musiałam do nich zadzwonić, tylko do którego..
Harry, -nie, Liam-nie, Niall-nie, Zayn- raczej nie, Lou..
To jemu byłam winna żeby chociaż się odezwać, bo w końcu go zniszczyłam najbardziej…
Wzięłam niepewnie telefon do reki i wykręciłam numer, pierwszy sygnał- możesz się jeszcze wycofać, drugi-jakby co możesz powiedzieć że to pomyłka, trzeci:
-Halo,?- no i kurwa za późno
-Cześć Lou..-odezwałam się po cichu..
-Kto mówi i czego chcesz,.? Nie mam za dużo czasu..-ta a czego miałam się spodziewać..
-Chcę dawnego Lou, mojego Lou..- po mojej wypowiedzi nastała cisza, po jakimś czasie odezwał się:
-Kolejna faneczka, która zgadła mój numer.?
-Ty imbecylu jaka faneczka.? To ja Katy, która chcę odzyskać swojego najlepszego przyjaciela..- zapadła cisza, już miałam sprawdzać czy przypadkiem się nie rozłączył, kiedy usłyszałam:
-tak jak myślałam kolejna durna faneczka, weźcie się w końcu odczepcie od mojej Katy.- i tak po prostu się rozłączył..
Ja ci dam durną faneczkę, zamówiłam taxi i postanowiłam się wybrać do mojego bezczelnego kumpla. W Internecie znalazłam adres hotelu w którym przebywali. gdy już byłam pod drzwiami, nie byłam pewna czy aby na pewno wiem co robie, i czy chcę to zrobić. Zapukałam po cichu, poczekałam dwie minuty i juz miałam uciec pod pretekstem że go nie było, a tu drzwi się otworzyły, gdy mnie zobaczył po jego twarzy przechodziły różne uczucia, a to rozbawienie, smutek, wściekłość, skrucha i wiele, wiele innych.. to on odezwał się pierwszy:
-Wiesz wejdź może do środka..- zdziwiłam się totalne, a po chwili wystraszyłam, a co jeśli on mi coś zrobi.., postanowiłam więc usiąść niedaleko okna, jakby co to wyskoczę, pomyślałam.
Naprzeciwko mnie usiadł on, przypatrzał mi się dobrze a po chwili powiedział:
-Przepraszam za to moje dzisiejsze zachowanie, jestem ostatnio bardzo [porywczy, ale jeszcze nigdy nie widziałem żeby ktoś od takiego zachowania się popłakał, dlaczego..? - postanowiłam mu powiedzieć prawdę, ale bez patrzenia sobie w oczy.
-Posłuchaj mnie uważnie i pod żadnym pozorem nie przerywaj.- pokiwał jedynie głową- Kiedyś znałam cię bardzo dobrze, no nie tylko ciebie resztę chłopaków także. Byliście wtedy tacy żywi i pełni życia, że dla mnie to było aż nienormalne, jak tak można się Cieszyc życiem, teraz już to rozumiem, jednak wy chyba przestaliście Gdy usłyszałam że jesteście w Kanadzie, zrobiłam wszystko żeby was zobaczyć, usłyszeć wasze głosy, zobaczyć tę radość w oczach, i musze przyznać że spotkało mnie rozczarowanie, okazaliście się bezczelnymi dupkami, taka męska wersja dawnej mnie.. heh, ale po „rozmowach” z blondynem i kudłaczem Ne było mi Az tak ciężko, ciężko na sercu się zrobiło mi dopiero wtedy gdy usłyszałam od ciebie wypierdalaj..- po moich policzkach poleciało parę łez, Lou otarł je czułym gestem.
Spojrzałam mu w oczy, czyżby bariera pękła, czyżbym znowu widziała szczęście w tych oczach.? Przytuliłam się do niego najmocniej jak tylko mogłam, on oczywiście odwzajemnił uścisk, a po chwili usłyszałam wypowiadane po cichu słowa:
-Moja mała kochana Katy…





Bardzo, baardzo a to bardzo przepraszam że tak długo nic nie dodawałam, dlatego teraz dłuuugi rozdział. Teraz wakacje także obiecuję że bede dodawać częściej.
Kocham was <3
  • awatar Pani Tomlinson:): Bardzo mi się podoba :)super rozdział+ zapraszam do mnie:)
  • awatar <3 Music is my life <3: JEEEEJ... w jeden wieczór przeleciałam wszystkie rozdziały! Po prostu zarąbiste! Czekam na kolejne!!!!!!!
  • awatar Fucking perfect: Fajne zwroty akcji. Dobrze, że w końcu Louis przejrzał na oczy, bo jego zachowanie jak i pozostałych chłopaków mnie rozczarowało. Super, oby następne były dodawane szybciej :) XX
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
Przepraszam, i jeszcze raz przepraszam, że tak długo nie dodaje...
Ale niestety zbliża się koniec roku szkolnego i parę ocenek należałoby poprawić..
Obiecuje jednak że w tym tygodniu pojawi się rozdział a może i dwa.
Kocham was i bardzo dziękuje że czytacie te moje durne bazgroły, to wiele dla mnie znaczy
  • awatar Fucking perfect: Nie mogę się już doczekać. Rozumiem cię, ta szkoła mnie dobija, a moje oceny... Eh... Czekam! XX
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: No ja mam nadzieje, że niedługo pojawią się tu te Twoje "bazgroły" :P uwielbiam je czytać :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Kolejny dzień.
Otworzyłam niechętnie oczy, podniosłam się i poczułam piekielny ból w okolicach klatki piersiowej, mała Sophia, chyba to zobaczyła i pobiegła czym prędzej po lekarza - złote dziecko. Już po chwili do Sali wbiegło kilka ludków, oczywiście ubranych na biało, ci to muszą mięć przechlapane, żyć cały czas z jednym kolorem. Ból coraz bardziej się nasilał, nie miałam pojęcia co się dzieje, po jakimś czasie z tego wszystkiego straciłam przytomność..
Obudziłam się chyba po paru godzinach, leżałam w tej samej Sali, podniosłam pierzynę, w miejscu, w którym wcześniej czułam ból, był dość duży opatrunek, spojrzałam na łóżeczko obok, mała dziewczynka tez nie spała i przyglądała mi się z zaciekawieniem. Po chwili powiedziała:
-Nie warto Myślec o tym co było, i o tym co będzie warto się Cieszyc z tego co jest.- Mimo że miała dopiero to swoje sześć lat, była naprawdę mądra. Wstała i usiadła obok mnie:
- Musze cię o cos spytać.- popatrzałam się na dziewczynkę, o co ona może mnie zapytać, może jaki jest mój ulubiony kolor czy coś.?
- Od jak dawna bierzesz narkotyki.?- zaniemówiłam, skąd ona mogła wiedzieć, że ja ćpałam, że…
-Zapewne zastanawiasz, się teraz skąd to wiem, po prostu wiem, i już.- po tych słowach przytuliła się do mnie mocno, a później dodała- Musisz mi obiecać że z tym skończysz.
-Obiecuję.- uśmiechnęłam się.
-Musisz zacząć żyć od nowa. Widocznie ludzie, którzy cie zostawili nie zasługiwali na twą miłość.
-Wiesz, mnie nie zostawił nikt, to ja zostawiłam ich, i do tego przed okropnie zraniłam. Tego już nie naprawie.- moje oczy momentalnie się zaszkliły
-Nie płacz nie warto.. Zobaczysz jeżeli ci ludzie naprawdę cię kochali, wybacza ci wszystko. Ale to tylko od ciebie zależy, czy zrobisz pierwszy krok w tym kierunku.
-Jesteś naprawdę mądrą dziewczynka, tylko że ja nie potrawie, dużo osób mi mówiło że jestem tak naprawdę słaba, tylko udaje twardą- dziewczynka roześmiała się a po chwili powiedziała:
-To pokaz im że się mylili. Pokaż im że jesteś najsilniejszą osobą na świecie, i nie chodzi tu o siłę fizyczną ale psychiczną.
Popatrzałam na Sophie, to wręcz niemożliwe że taka mała dziewczynka w tak krótkim czasie może rozkruszyć lód, który znajdował się wokół mojego serca …
-A teraz się prześpij, miałaś niedawno operacje potrzebujesz dużo odpoczynku. Tylko pamiętaj co ci mówiłam i co mi obiecałaś.
Uśmiechnęłam się do niej a po chwili już znajdowałam się w krainie snów… Obudziła mnie pielęgniarka, która zmieniała kroplówkę. Spojrzałam na miejsce w którym wcześniej znajdowało się łóżeczko, teraz go tam nie było, nie było także małej dziewczynki:
-Nie wie pani, gdzie przełożyli ta małą dziewczynkę.?
Kobieta spojrzała na mnie ze zdziwieniem, a po chwili odpowiedziała:
-To jest sala, jednoosobowa, i nigdy nie było tutaj żadnej dziewczynki.
-Jak to nie było.? Przecież doskonale ją widziałam, wczoraj, dzisiaj, nawet z nią rozmawiałam. Nazywała się Sophia Kręcka…
Gdy wypowiedziałam nazwisko małej, pielęgniarka zamarła, a po chwili wymruczała wydawało ci się i wyszła. Chyba na serio zamknęli mnie w szpitalu psychiatrycznym, i jedyną normalną osobą która tutaj jest, jestem ja. Mam nadzieje że szybko stąd wyjdę. Postanowiłam sprawdzić w Internecie, kim była mała Sophia, wzięłam laptopa i wpisałam w Google nazwisko małej. Weszłam w pierwszą lepszą stronę, zaczęłam czytać z niedowierzeniem:

„Sophia Kręcka urodzona 15 maja 1987r, zmarła 20 września 1993 roku. Zmarła na wskutek przedawkowania narkotyków, tak pomimo tak młodego wieku, brała narkotyki. Rodzice ja do tego zmuszali codziennie. Dziewczynka była bardzo mądra, jak na swój wiek, umiała zagadać niejedna osobę dorosłą. Zmarła w szpitalu, w Warszawie, w Sali nr 24. Jest wiele świadków, którzy uważają że widzieli małą Sophie, podobno dziewczynka, siadała na ich łóżku, i rozmawiała, tłumacząc ludziom aby zaczęli lepiej żyć. Zwykle przychodzi do osób którzy biorą narkotyki, albo nad którymi rodzice się znęcają. Naukowcom nie udało się ustalić, czy opowiadane historie są prawdziwe, czy to tylko wyobraźnia pacjentów. My sadzimy że to jednak prawda, w końcu Az tylu ludzi nie zmyśliłoby tej samej historii. Mała dziewczynka uratowała wielu osobom Zycie, jak i pomogła wyjść z nałogu i uwolnić się od rodziców. Wiele osób nazywa ją ZŁOTYM DZIECKIEM. …”

Czyli, czyli że Sophia nie żyje,? Bardzo ja polubiłam, ba nawet pokochałam jak własna siostrzyczkę, mimo że znałam ją tylko dwa dni, była mi bliższa, niż niejeden człowiek, którego znałam dłużej. Postanowiłam że przestanę brać narkotyki, zrobię to dla niej, zapomnę o przeszłości i zacznę żyć teraźniejszością , nie myśląc o przyszłości…

Tydzień później
Dzisiaj mają mnie wypisać, chcę stąd wyjść, ale zarazem nie chcę wracać do domu. Dlaczego.? Więc, tutaj jest przeokropnie, wcześniej była Sophia, mogłam z kimś pogadać, a tak to, jedynie, biel i biel, nie chcę także wracać do domu, bo co ja tam będę robić, nie mam tutaj w Polsce żadnych przyjaciół, nie mam nikogo..
Parę godzin później…
Jestem już w swoim pokoju, pozasłaniałam wszystkie żaluzje, teraz potrzebuje jedynie ciemności, wszystkie listy spaliłam, zdjęcia również, próbuję pozbyć się przeszłości, ale to jest strasznie trudne, bo ona i tak zostaje w głowie.. Siedziałam w pokoju już chyba trzecia godzinę, postanowiłam mimo zakazu taty zadzwonić do Sary, inaczej bym kompletnie zwariowała. Wybrałam numer, pierwszy sygnał –cisza, drugi- cisza, trzeci-cisza, czwarty:
-Halo.?
-Cześć Saro.
-Kkaty.?- w jej głosie dało się wyczuć wyraźne zdziwienie.
-Tak, niedawno wyszłam ze szpitala.
-O matko, to świetnie. A kiedy się obudziłaś.?
-Już jakiś tydzień temu.
-Naprawdę.? Nikt nam nic nie powiedział. Właśnie, wiesz chyba że nie powinnyśmy rozmawiać.?
-Wiem. Dlatego to robię. Wiesz jak kocham łamać zakazy.- usłyszałam cichy śmiech przyjaciółki
- Doskonale to wiem. Strasznie się za Toba stęskniłam. Mam ci tyle do opowiedzenia. Kiedy się spotkamy.?
- Właśnie ja w tej sprawie..- po chwili usłyszałam różne szepty – halo.? Sara.? Jesteś tam.?
- Heeja smerfie.!- usłyszałam głośny krzyk, wszystkich chłopców.- Kiedy nas odwiedzisz.? Albo, kiedy my będziemy mogli odwiedzić ciebie.?
-Bo ja właśnie- w moich oczach pojawiły się łzy- ja dzwonie w tej sprawie- głos coraz bardziej mi się łamał.
-Wszystko w porządku.?- usłyszałam głos chyba Nialla.
-Właśnie nie, wszystko się posypało, dlatego chcę zacząć żyć od nowa...
-Aaale, jak to.? – usłyszałam teraz głos Zayna
-No tak to, po prostu chcę wymazać was z mojej pamięci. Jesteście dla mnie za dobrzy, ja byłam dla was taka okropna, a wy.? Wy nadal byliście dla mnie tacy kochani. Nie chcę was dłużej ranić, dlatego to już koniec…
-Nie Katy, nie będzie żadnego końca, Rozumiesz nie będzie..- teraz odezwał się Lou
- Po prostu o mnie zapomnijcie, ja także się postaram zapomnieć o was.. Chociaż spróbujcie.. Ty Harry bądź szczęśliwy z Taylor, i nie przejmuj się co mówią inni, Ty Saro bądź z Zaynem, natomiast Liam, ty bądź z Danielle, miejcie dużo dzieci i bądźcie szczęśliwi, natomiast co do was Lou i Niall, znajdźcie sobie w końcu dziewczyny .A przede wszystkim nigdy a to przenigdy nie zmieniajcie się dlatego że ktoś tak chce.- Teraz nie słyszałam żadnego odzewu jedynie co dało się dosłyszeć to pociągania nosem.- Także żegnajcie.
Powiedziałam i szybko się rozłączyłam, po tym wszystkim wybuchnęłam płaczem i opadłam na łóżko. Nie mam pojęcia jak sobie bez nich poradzę, ale spróbuję. Pokaże wszystkim że jestem najsilniejsza…
Musze się w końcu nauczyć żyć… Musze zacząć żyć teraźniejszością, zapomnieć o przeszłości i nie przejmować się przyszłością, a przede wszystkim pozostać sobą..


Wstałam z łóżka, odsłoniłam żaluzję, słońce właśnie wstawało, zapowiadał się piękny dzień. Podeszłam do szafy, wybrałam szarawe rurki, do tego łososiowa koszule i czarne balerinki, Moje kasztanowe włosy rozpuściłam, pomalowałam się lekko, założyłam jeszcze ciemne okulary, aby nikt mnie nie rozpoznał i już byłam gotowa na spotkanie z Carlosem, mieliśmy dzisiaj rozmawiać, o płycie, która ma się ukazać za jakiś miesiąc. Praktycznie wszystkie piosenki są już nagrane, teraz myślimy aby dodać jeszcze jakieś gratisy dla fanów, jakieś covery czy coś takiego.

Minął już rok, odkąd zaprzestałam kontaktów z ludźmi z Londynu. Teraz jestem w Kanadzie, jestem piosenkarką i za jakiś czas ma się ukazać moja nowa płyta…
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Ponad rok później.
Otworzyłam delikatnie oczy, rozejrzałam się po pomieszczeniu, i szczerze powiedziawszy nie miałam pojęcia gdzie się znajduje. .. Pokój w którym się znajdowałam był cały biały, dosłownie wszystko było białe, łóżko- które było strasznie niewygodne, okna, szafy, po prostu królestwo bieli (nie musze chyba wspominać że nienawidzę tego koloru). Ja natomiast, byłam podłączona do mnóstwa urządzeń, które co jakiś czas wydawały dziwne odgłosy. Po obejrzeniu, mojego lokum, postanowiłam sprawdzić, czy nie ma jeszcze czasami w moim obszarze innych ludzkich postaci:
-Halo.? Jest tu ktoś.?-zaczęłam wołać coraz głośniej, ale nie usłyszałam żadnego odzewu. Po jakimś czasie ktoś zaspanym głosem mi odpowiedział:
-O już się obudziłaś.- dziewczynka spojrzała na zegar, a po chwili dodała- Wiesz oni zapewne teraz do ciebie nie przyjdą, bo mają przerwę na kawę.
Przyjrzałam się osóbce, która siedziała po drugiej stronie pokoju, dziwne było to że wcześniej jej nawet nie zauważyłam. Była to prześliczna dziewczynka, o długich, blond kręconych włosach i niebieskich oczkach. Była dość niska, ale to chyba normalne u dzieci, co nie.? Po chwili słodko się uśmiechnęła, a wraz z jej uśmiechem rozświetlił się cały pokój.
-O , przepraszam że się nie przedstawiłam jestem Katy- i również się uśmiechnęłam, nie miałam pojęcia jak gada się z takimi osóbkami,.
Za to mały karzełek nie miał z tym problemu, wcale się nie wstydził. Wstał ze swojego łóżeczka i usiadł obok mnie, a już po chwili się do mnie przytulił, z początku niezbyt mi się to spodobało, bo nie lubię AŻ takiej bliskości z ludźmi, jednak po jakimś czasie się przyzwyczaiłam, w końcu to tylko dziecko. Oderwała się ode mnie i spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczami:
-Ja jestem Sophia Kręcka , musze ci powiedzieć że śliczna jesteś , ale najbardziej podobają mi się twoje kasztanowe włosy.
-O dziękuj..
Nagle się zacięłam, jak to kasztanowe włosy.? Złapałam za nie i faktycznie nie były już niebieskie, pierwsze co pomyślałam albo jestem w psychiatryku i zmyli mi farbę, albo po prostu wyszłam z mojego ciała, już miałam zapytać się Sophii, gdzie jesteśmy, ale właśnie w tamtym momencie do sali wpadł tata..
-Katy, matko ty się obudziłaś, nawet nie wiesz jak się cieszę.
Podbiegł do mnie i mocno przytulił, w tym samym czasie moja koleżanka powędrowała do swojego łóżeczka i utuliła się do snu.
-Heja tatko, co ty tu robisz, przyleciałeś do Londynu.?- nie powiem ale byłam naprawdę zdziwiona
-Bo wiesz, skarrbie, jja- jąkał się to nie wróżyło nic dobrego- zznaczy my jesteśmy w Polsce, bbo, wiesz jja odzyskałem pprawa nad ttobą.
Eee,.? Jak to odzyskał prawa nade mną, sądziłam że takie rzeczy, załatwia się dość dłużej..
-Nie no, to musiałeś mieć tam niezłe wtyki, ze tak szybko to załatwiłeś. -uśmiechnęłam się , ale zaraz po zobaczeniu miny ojca, moja mina zrzekła- Ccoś się stało.? – zapytałam niepewnie
- Skarbie ty już tu jesteś ponad rok, miałaś bardzo ciężki wypadek- dziwne jest to że kompletnie nie pamiętam żadnego wypadku, bo ostanie wspomnienie, to pocałowanie uroczego bruneta o imieniu Liam.
-Aaale, ale jak to.?-Po moich policzkach zaczęły spływać łzy- A co z mama, Johnem, chłopcami, co z Liamem.?
-Kochanie, oni już nie wrócą, musisz o nich zapomnieć, po prostu tak będzie lepiej.
-Wyjdź-powiedziałam przez łzy a raczej wykrzyczałam, ojciec posłuchał mnie, a na stoliku zostawił jakieś listy…
Po uspokojeniu się postanowiłam je przeczytać, pierwszy był od Harriet brzmiał tak:
„Witaj Katy, wiem że pewnie trochę czasu minie zanim to przeczytasz, ale nie mogłem dłużej wytrzymać i musiałem napisać, mimo że twój ojciec kategorycznie nam tego zabronił, także jestem Harriet. Uff, od czego by tu zacząć, musze przyznać że dużo się zmieniło odkąd tu cię nie ma, naprawdę dużo… Więc po pierwsze, mam dziewczynę, ma na imię Taylor, tak to ta Taylor Swift, no co.? Każdy ma chwile słabości (a musze ci powiedzieć że już od jakiegoś czasu na nią polowałem, i w końcu się udało). Mimo, to strasznie za Toba tęsknie, choć powinienem powiedzieć że dobrze że cie tu nie ma, ty raczej tak byś powiedziała ( chyba pamiętasz, niezbyt mnie lubiłaś). Ale niech strącę straaaasznie mi ciebie brakuje ty mój kochany smerfiku.. W ogóle wszystkim nam ciebie brakuje, bez ciebie jest strasznie pusto, nie możemy jakoś sobie przypomnieć jak to było, gdy ciebie nie było ?. Nie mam pojęcia kiedy się zobaczymy, ale skoro to czytasz to zapewne już niedługo,( tak złamie zakaz tweego ojca i to najszybciej jak to będzie możliwe.) Także żegnaj moja kochana Smerfetko i do zobaczenia. KOCHAM-Twój Harry
Muszę przyznać że jak to czytałam, spłynęło mi parę łezek, no co,? I tak ten jeden durny list mnie nie zmieni..
Otworzyłam drugi również od Harriet, było to zaproszenie na jego zaręczyny z Taylor. Wow, to Stylesik zaszalał… Otworzyłam trzeci list, była to pocztówka od Louisy, na której było napisane : TĘSKNIE, I TO STRASZNIE BRAKUJE MI CIEBIE WSZĘDZIE, POTRZEBUJE TWOGO UŚMIECHU JAK NARKOTYKU, WRACAJ SZYBKO. KOCHAM- LOUIS. Po przeczytaniu tego, popłynęło jeszcze więcej, łez. Nie Katy, nie rozklejaj się, to tylko kartka, nic nie znaczące słowa zapisane na papierze..
Czwarty list był od Natale był bardzo krótki, ale liczył się gest:
„ POWINIENIEM CI NIEŻLE DAC PO DUPIE, JAK MOGŁAS MNIE TAK ZOSTAWIĆ… NO ALE PRAWDĘ MÓWIĄC TO NIE TWOJA WINA, PO CZEŚCI TEŻ MOJA, ŻAŁUJE CHOLERNIE ŻAŁUJE. CHCIAŁBYM CIE MIEĆ TERAZ PRZY SOBIE TYLKO DLA SIEBIE, TAK WIEM JESTEM EGOISTĄ, ALE.. E TAM, MAM TO W DUPIE. PO PROSTU STRASZNIE MI CIEBIE BRAKUJE… WŁASNIE MAM DLA CIEBIE NIESPODZIANKĘ. TEN STRCHLIWY HORAN, ZROBIŁ SOBIE TATUAŻA, JEST TO TWOOJE IMIĘ, KTÓRE ZNAJDUJE SIĘ NA RĘCE. ZOBACZYSZ GO JAK SIĘ SPOTKAMY… KOCHAM- NIALL
No k***a, dlaczego oni wszyscy Pisza że mnie kochają przecież byłam okropna, dla nich. Wyzywałam śmiałam się. A oni mimo to… Nigdy nie zrozumiem, ludzi…
Kolejne listy a mianowicie pięć listów było od Leony
PIERWSZY:
Dałaś nadzieję na lepsze jutro i znikłaś… Czy świat musi być taki niesprawiedliwy.? Choć raz mogłem być naprawdę szczęśliwy, znalazłem osobę, która była tym szczęściem, a ktoś w jednej chwili mi ja zabiera. Po prostu jak zwykle wszystko jest do dupy… Mimo to nie przestane cie kochać, nigdy- Liam
DRUGI:
Najlepiej po prostu zapomnieć.. Ta łatwo mówić, ty jesteś wszędzie… Cholernie tęsknie, już tyle czasu bez twych oczu, bez twego zapachu, bez twych ust. Kocham –Liam
TRZECI:
Już ponad pół roku bez ciebie.. Staram się dalej żyć. Ale to tak cholernie trudne. K***a nie wytrzymuje, wszystko się sypie.. Kocham- Liam
CZWARTY:
Nie wytrzymałem, potrzebowałem kogoś, na zastępstwo, co ja gadam Ciebie zastąpić się nie da, nigdzie nie ma takiej dziewczyny jak ty, i nie będzie.. Ale życie leci dalej, po prostu musiałem, mimo to nadal kocham – Liam
PIĄTY:
Serdecznie zapraszamy, na ślub Liama Payna i Danielle Payzer…..
…,
Że co k***a, że mój Liam się żeni. Nie, nie i jeszcze raz NIE>! Tu pisze kocham, kocham, a tu za chwile zaprasza na ślub i to nie na nasz ślub.? Po prostu nienawidzę ludzi.! Nienawidzę>!
Został jeszcze jeden list, postanowiłam że jeszcze go przeczytam a potem wszystko Spale, tak będzie najlepiej. Ostatni list był od Stelli:
„ Heeja mój uroczy Kurduplu. Chyba na początku powinienem, Cię pozdrowić, czy cos, no ale niestety nie mam wprawy w pisaniu czegoś takiego, więc wybacz. Zapewne nie spodziewałaś się że ja ten Bad Boy, może napisać list i to do ciebie, a widzisz jednak może. Taa, zmieniłaś mnie i to strasznie, z jednej strony jestem ci wdzięczny a drugiej, nienawidzę cię za to. Także wiesz gdy po raz pierwszy zobaczyłem cie w tym samolocie, musze powiedzieć, ze cholernie mi się spodobałaś. Wydawało mi się że jesteś cicha, spokojna, także łatwo mi pójdzie, jak się później okazało było zupełnie odwrotnie. Okazałaś że wulgarną, niegrzeczna i niedostępna dziewczynką. I musze powiedzieć że zaczęło mnie to kręcić i to jak.. Uwielbiałem te nasze codzienne kłótnie, teraz tak strasznie mi ich brakuje. Tak zakochałem się w tobie jak totalny idiota, ale teraz wiem że ty nic do mnie nie czułaś , nie czujesz i raczej czuć nie będziesz. Masz Payna, i to on skradł twoje serduszko, mimo że to ja chciałem być ta osobą, która to zrobi.. Ale teraz jest już za późno.. Jestem z twoja przyjaciółką, z Sarą, można powiedzieć ze jesteśmy nawet szczęśliwi, Mimo to wiem, że z Toba byłbym szczęśliwszy.. Ale nie rozbije twego związku, jesteś szczęśliwa, a ja jedynie chcę twojego szczęścia. Po prostu jesteś taką moja zagadką, którą za wszelka cenę chce rozwiązać. Pamiętaj mimo że teraz jestem z inną, to i tak najbardziej zawsze będę kochać ciebie.- Zayn
Kłamca, i jeszcze raz kłamca. Czy to wszystko musi być takie trudne. Rozpłakałam się totalnie…
Usłyszała to zapewnie Sophia, podeszła do mnie i mocno przytuliła, ja także się w nią wtuliłam, teraz tego potrzebowałam, bliskości i zrozumienia. Mimo że dziewczynka miała może z sześć lat, wiedziałam że ona rozumie mnie najlepiej. Z jej oczu można było wyczytać że ma za sobą, naprawdę z***a przeszłość, zupełnie jak ja..
„ ZAPOMNIEĆ, I JUŻ NIGDY NIE PAMIĘTAĆ,, ZASNĄC I SIĘ NIE OBUDZIĆ, PRZESTAĆ KOCHAĆ I NIGDY SIĘ JUŻ NIE ZAKOCHIWAC”
  • awatar Fucking perfect: Te wszystkie listy! Normalnie myślałam, że zabiję Liama. Kocham... kocham... kocham... Zaproszenie na ślub... A co do Zayna? To takiego wyznania się nie spodziewałam. mimo wszystko to jest niesamowite i czekam na kolejną część! (: xx
  • awatar Gość: Rozdział jest świetny!! Dodaj szybko następny! :)
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: Liam wtedy skoczył i przeżył?! czy jak to było?:D i co będzie dalej? uuuu jestem ciekawa ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Perspektywa Sary.
Świetnie bawiłam się z chłopcami, są naprawdę fajni, nie mam pojęcia co od nich chcę Katy. Ooo, właśnie Katy, gdzie ona jest.? Spojrzałam na chłopców, którzy wpatrzeni byli w TV:
-Eej, nie wiecie gdzie może jest Katy.? Dość długo jej nie ma…
-Ee, nie martw się, wyszła gdzieś z Liamem..
- A z tym najgrzeczniejszym.? Czyli nic jej nie będzie.
Spojrzałam na chłopców, w ich oczach można było dostrzec przerażenie, nagle zerwał się Malik:
-Musimy jak najprędzej ich znaleźć.
Popatrzałam na nich zdezorientowaniem, no przecie z Payn jest najbardziej grzeczny i poukładany z zespołu, nie miałam pojęcia o co mogło im chodzić. Nagle za rękę złapał mnie blondyn:
-Później ci wytłumaczymy, a teraz choć, bo za parę godzin może już być za późno…

Perspektywa Katy..
Związali nam ręce, nogi ,a usta zawiązali jakimiś szmatkami, było ciemno nic nie było widać. Smród natomiast był przeokropny , co jakiś czas ktoś kopnął, uderzył w twarz, przeciął kawałek skóry ostrym szkłem, nie można było krzyknąć, ani się ruszyć, było jak w horrorze. Jedyny plus tej sytuacji,? Za plecami miałam Liama… Po jakimś czasie jeden z nich się odezwał:
- My wychodzimy a Żeby nie było Az tak strasznie zapalimy wam światło.
Po tych słowach oboje zaczęli się strasznie śmiać, no i po chwili jak powiedzieli tak zrobili, światło rozbłysło ,wtedy ujrzałam najgorszy widok jaki można sobie wyobrazić, w pomieszczeniu w którym się znajdowaliśmy było pełno trupów, byli oni pozawieszani na sznurkach do sufitu, chciałam krzyczeć, lecz nie mogłam, chciałam uciec, lecz nie mogłam dać rady, zaczęłam trzepać się we wszystkie możliwe strony, nie obchodziło mnie że przy tym zadaje sobie jeszcze większy ból, chciałam po prostu stąd uciec, jak najszybciej… Po jakimś czasie udało mi się poluźnić węzły przy rękach, po paru minutach zeszły, później było już łatwiej rozwiązałam te przy nogach i zdjęłam te cholerna szmatę z ust. Odwróciłam się do Liama, ten był w o wiele gorszym stanie niż ja, polowe ciosów, które były przeznaczone dla mnie brał na siebie. Zaczęłam rozwiązywać delikatnie węzły przy dłoniach i na nogach, w końcu ścigałam tez i szmatę. Payne przebudził się i delikatnie uśmiechnął, niestety nie miał wystarczająco siły żeby wstać.
-Eeem, Katy, słuchaj, idź sama, zdążysz uciec, po mnie wrócisz później..
W moich oczach pojawiły się łzy, wiedziałam że jeżeli go teraz zostawię, to żywego go nie odzyskam. Wstałam z ziemi i wzięłam go na swoje barki, łatwe to ,to nie było, chłopak nie był zbytnio lekki, jednak wiedziałam że musze dać rade. Liam jęczał z bólu, jednak ja nie przestawałam iśc, w końcu po paru minutach udało się nam wyjść z tej przeklętej chatki, gdy byliśmy jakis kawałek za nią usłyszałam krzyki:
-No, k***a gdzie oni zwiali.?
-Daleko nie mogli uciec chodź, znajdziemy ich.
Zaczęłam biec, najszybciej jak tylko umiałam, albo jak tylko mogłam.. Nagle usłyszałam za sobą strzały, ci psychopaci, zaczęli do nas strzelać, zobaczyłam ulice, zaczęłam biec jeszcze szybciej w tamtym kierunku….
Nagle poczułam mocny ból z tyłu pleców, dotknęłam tamtego miejsca ręka, była cała we krwi. Pomyślałam że trudno, tak najwyraźniej miałam zginać, ważne że uratowałam Zycie osobie, która dążyłam dość mocnym uczuciem. Zdążyłam jeszcze tylko wybiec na ulice, aby mieć pewność że będzie bezpieczny..
Perspektywa Lou.
Jeździliśmy, tym przeklętym autem już ponad dwie godziny, ale nigdzie nie mogliśmy ich znaleźć, ślad po nich zaginął, nikt ich nie widział, do nikogo się nie odzywali, telefonów zresztą też nie odbierali. Przejeżdżaliśmy ulica która przechodziła przez duży las, tutaj postanowiłem zwolnić, nagle około 40 metrów przed samochodem wybiegła jakąś postać, albo raczej dwie postacie, były dość poharatane, mówiąc delikatniej, zatrzymałem samochód i wybiegłem , nie mogłem dopuścić aby ci ludzie tutaj zginęli, gdy podszedłem bliżej, stanąłem jak sparaliżowany, tymi osobami byli Liam i Katy.. Szybko zawiadomiliśmy pogotowie ,po 15 minutach przyjechało, jak się okazało, mimo że to Liam miał więcej widocznych uszkodzeń ciało, to można było powiedzieć że był on w wiele lepszym stanie, natomiast Katy, jej stan był krytyczny…

Miesiąc później.. (perspektywa Zayna)
Liam parę dni temu wyszedł ze szpitala, miał złamana nogę i rękę, teraz było już z nim o wiele lepiej, no może fizycznie, bo psychicznie, był całkowicie „poharatany”
Natomiast Katy, z ta dziewczyna było naprawdę źle, wstrząs mózgu, kula, która przebiła na wylot brzuch, złamana prawa ręka i teraz jeszcze ta śpiączka, podobno podczas ostatniej operacji obudziła się i powiedziała:
-Powiedźcie chłopcom że będzie dobrze i ucałujcie rodziców.
Zasnęła i jak dotąd się nie obudziła, jak to lekarze powiedzieli teraz pozostało nam tylko czekać..
A co słychać u nas.? U sławnego boysbandu One Direction.? Hmm, jak na razie jest dobrze, choć musze przyznać że ta mała osóbka o niebieskich włosach nieźle w naszym życiu namieszała, ale nie mam jej za to za złe , jestem jej nawet wdzięczny, bo dzięki temu Smerfowi poznałem Sarę, z która teraz jestem, mam na razie że nam wyjdzie bo na razie jest genialnie.. A i za tydzień wyjeżdżamy do Japonii, mamy tam parę koncertów..

Perspektywa Liama..
Brakuje mi jej, tak cholernie mi jej brakuje.. Dobrze wiem że to wszystko to moja wina, mogłem ta kule przejąć na siebie, mogłem jej tam w ogóle nie zaprowadzać, zabiliby wtedy może tylko mnie, a tak to, jej Zycie jest pod wielkim znakiem zapytania..
Za tydzień Japonia, chciałbym nie jechać chciałbym zostać, tutaj gdzie jestem przy moim skarbie.. No ale nie mam innego wyjścia, musze jechać.. Już kolejny dzień siedzę przy Katy, opowiadam jej każdy mój dzien., ona jednak nie odezwała się do mnie ani jednym słowem.. Tyle nie przespanych nocy, powieki staja się oraz cięższe..

….
„.. złapała mnie za rękę i wykrztusiła: Za parę lat, mój drogi znów , będziemy razem. Uśmiechnęła się i.. nagle po całej Sali rozległ się dźwięk maszyny do której była podłączona. Zbiegło się pełno lekarzy, zaczęli ja ratować, znaczy próbowali jednak było już za późno.. Nie dochodziło to do mnie a w uszach ciągle jedynie brzmiało to cholerne piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii.. Ocknąłem się dopiero wtedy, kiedy zobaczyłem jak szczelnie zawiniętą zawożą ją do szpitalnej kostnicy.. Zacząłem ryczeć jak małe dziecko.. Wraz z nią, straciłem całe życie, cały sens życia, wbiegłem na dach budynku w którym przebywałem i skoczyłem….”



Kolejny rozdział juz za nami..
Taki troche dramatyczny, ale mysle że się spodoba.
A i mam do was małą prośbę, stworzyłysmy z przyjaciółką stronę //www.facebook.com/MamNajlepszaPrzyjaciolkeNaSwiecie i proosimy o lajknięcia
Dziekuuje wam wszystkim <3
Jesteście kochaane
  • awatar Fucking perfect: Jeśli to nie był sen ten ostatni akapit to ja sie porycze! Ona nie może umrzeć bo... no jest wiele powodów... Po prostu nie może! Świetny rozdział. Uwielbiam taki dreszczyk emocji i spontaniczny rozwój akcji! Czekam (: xx
  • awatar .:Ta co buja w obłokach:.: To na pewno sen, przecież na początku opowiadania nie mogłaby uśmiercić głównej bohaterki :P no czekam na rozwiązanie tej sytuacji ^^ super odcinek:*
  • awatar Sandii =^.^=: no weź sobie nie rób jaj,jak można tak zakończyć rodzział , no jak?!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Kolejny dzień..
Obudziłam się ze smajlem na gębie, dzisiaj miała odwiedzić mnie moja kochana siostrzyczka- Sara. Stęskniłam się za nią strasznie, mimo że to dopiero niecały tydzień. Ubrałam zielone rurki do kostek, białą bokserkę i zielone vansy. Włosy spięłam w niechlujnego koka i zrobiłam lekki makijaż. Po porannych czynnościach zbiegłam na dół. Jednak tam nie było nikogo, zapewne jeszcze wszyscy spali. Weszłam do mojego ulubionego pomieszczenia, mianowicie do kuchni. Postanowiłam zrobić naleśniki, włączyłam jak zwykle muzykę i podrygiwałam jej rytm, gdy obracałam kolejnego naleśnika, poczułam czyjeś dłonie na mojej talii. Ten ktoś musiał być naprawdę blisko mnie czułam jego ciepły oddech na mojej szyi i jeszcze zapach tych pociągających perfum. Odwróciłam się i ujrzałam roześmianego Payna:
-Witaj, myślałam że jeszcze śpisz.- poczochrałam jego włosy i zadziornie się uśmiechnęłam.
-Nie, o tej porze ,możesz znaleźć mnie jedynie w dwóch miejscach, mianowicie albo właśnie odbieram towar, no albo jem śniadanie.
Po słowach rzuciłam się na chłopka z wielkim bananem:
-Mam nadzieje że cos dla mnie zostawiłeś.?
-No raczej, po śniadaniu możemy iść spróbować.
-O, kurcze niestety to nie będzie możliwe po śniadaniu jadę na lotnisko po przyjaciółkę, może wieczorem, tylko że …
Nagle poczułam zapach spalenizny, odwróciłam się i jedynie co zobaczyłam do gęsty dym unoszący się nad patelką, szybko włożyłam ją pod zimna wodę, ale było już za późno, czujnik dymu się uruchomił i w całym domu że tak to ujmę zaczął padać deszcz. Za chwilę na dół zbiegła cała zgraja:
- coś ty znowu zrobiła.? – jak zwykle doczepić mógł się tylko szanowny pan Malik.
-A śniadanie, ale jeżeli nawet to ci przeszkadza to proszę bardzo jeść nie musisz.
Odpowiedziałam ze złością i powróciłam do smażenie reszty ciasta. Po dziesięciu minutach naleśniki były usmażone, wszyscy siedzieliśmy przy stole i niby jedliśmy śniadanie choć tak naprawdę każdy robił co innego:
Liam- siedział obok mnie i co chwila szturchał, podobno niechcący, mnie łokciem, Harry- ten siedział naprzeciwko mnie i co chwila kopał pod stołem Niall- ten jedyny jadł naleśniki i nic innego nie robił, jadł je tak szybko ze to było wrecz przerażające. Louis- pisał sms, i co chwila słodko się do mnie uśmiechał, on naprawdę jest uroczy i słodki. Zayn- jego spojrzenie zatrzymało się na jednym punkcie, od którego nie mógł oderwać wzroku, tym punktem mianowicie byłam Rzecz jasna ja. Ja- szturchałam łokciem Payna, dawałam znaki Stylesowi aby przestał mnie kopac i również go kopałam, podziwiałam szybkość zjadania naleśników przez Horana, odwzajemniałam uśmiech Tomlisonowi , ale najbardziej pociągało i najbardziej zainteresowana byłam ostatnią czynnością, a było to bezkarne gapienie się na Malika….

Po śniadaniu pojechałam razem z Johnem po moja kochaną Sarę. Samolot miał jakieś opóźnienie i dość długo musieliśmy czekać, lecz po godzinie w końcu zobaczyłam ją. Mojego kochanego rudzielca, jak zwykle uśmiechniętego, podbiegła do mnie i mocno się wtuliła:
-Och, mój kochanie smerfie, tak bardzo tęskniłam za twoja głupotą.
-Bardzo się cieszę. Ale wiesz zaraz mnie udusisz i za wiele się ta głupotą nie nacieszysz.,
Przyjaciółka pościła mnie i uroczo sie uśmiechnęła. Przedstawiłam jej Johna i pognaliśmy do samochodu, tam oświadczyłam Sarze że niestety prywatności nie zaznamy, gdyż do domu wprowadziła się piątka przygłupów. Sarze jednak nie zrzedła mina, a raczej nawet się polepszyła, jej uśmiech wydawał się jeszcze większy (a myślałam że to jest nie możliwe).
-Zapewne SA bardzo przystojni, ty zawsze miałaś alergie na przystojniaków
Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc wytknęłam jej jedynie język. I pogrążyłam się w rozmyślaniach, może coś w tym jest, zwykle z każdym napotkanym chłopakiem potrafiłam pokłócić się tak o nic. Może tu w Londynie się to zmieni, w końcu z Liamem nie pokłóciłam się jeszcze ani razu…
Z rozmyślań wyrwała mnie Sara, okazało się że już zajechaliśmy, John oświadczył ze walizki zaniesie sam, więc my czym prędzej pognałyśmy do domu. Gdy tylko otworzyłam drzwi rzuciła się na nas zgraja tych niewyżytych seksualnie i zaczęła nas obściskiwać. Potem przeszliśmy do salonu, każdy pchał się przed szereg, tylko po to aby pierwszy mógł się przedstawić Rudzielcowi. Widać było że dziewczyna bardzo im się spodobała, no ale nie dziwie się. Była urocza dziewczyną o ślicznych długich rudych włosach, figurę miała idealną, szczupła, wysoka, prześliczny uśmiech, i plusem było to że zachowywała się dziewczęco. Zupełne przeciwieństwo mnie, ja może i nie miałam nadwagi, no ale Az tak szczupła to nie byłam, mój wzrost, hmm, powiedzmy że do tych najwyższych nie należę, nogi, normalnej długości nie były tak długie jak Sary, brzuch, natomiast wyrzeźbiony jak u sportowca, ogólnie cała sylwetka taka była (no w końcu jak się gra w nogę, innej figury nie można mieć), no i zachowanie, którym przypominałam Bad boya. Chłopacy zupełnie nie zwracali na mnie uwagi teraz liczyłą się tylko Sara, no ale niech dziewczyna ma coś z życia, ja postanowiłam pójść na dwór się przejść. Wiecie fajeczka, piwko, i te podobne sprawy, no ale dzisiaj Se skręta nie wypale, Liam również został zauroczony. Szłam przez park, nie bałam się w końcu było widno i wokół kręciło się pełno ludzi. Nagle ktoś złapał mnie w pasie, obróciłam się:
- Osz ty idioto, nawet nie wiesz jak się przestraszyłam, nie rób tego więcej. –Ty tez nigdy nie zostawiaj mnie samego.- zaczął słodko trzepotać rzęsami i uroczo się uśmiechnął. – Wiesz to raczej ja zostałam sama, ty zostałeś w obecności chłopców i Sary. –Oni mnie nie interesują, bo wiesz od pewnego czasu, a tak na serio to od wczoraj liczysz się tylko ty.
Po usłyszeniu słów ., od chłopaka zarumieniłam się, nie uszło to uwadze Liamowi, który złapał mnie za rękę i powiedział:
- A teraz chodź musze ci coś pokazać.
Zdziwiło mnie to ale nie protestowałam, a prawdę mówiąc byłam bardzo ciekawa co tez chłopak chcę mi pokazać. Szliśmy w ciszy, ale nie potrzebowaliśmy słów, cisza, która teraz trwała była naprawdę miła, teraz wystarczała nam nasza obecność. Po pewnym czasie Liam zakrył mi oczy i powiedział:
-Przepraszam, ale musiałem, inaczej zabiliby mnie, a także i ciebie..
Zabrał ręce, a ja ujrzałam ich z tymi okropnymi uśmieszkami. Spojrzałam na chłopaka z żalem, ten podszedł bliżej mnie ujął delikatnie moja twarz w swoje ręce i pocałował delikatnie, odwzajemniłam pocałunek. Czułam jak się uśmiecha, lecz długo Cieszyc się tą chwilą nie było nam dane, po chwili jeden z tamtych podbiegł do Liama i kopnął go w brzuch, ze mną drugi postąpił tak samo, nie mieli ani trochę litości, potem zaciągnęli nas do tej przeklętej chatki, wiedziałam że za jakiś czas miało rozpocząć się prawdziwe piekło, plusem tej sytuacji było jedynie to że obok mnie był on….
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Kolejny dzień.

Prawie nic nie spałam, całą noc zastanawiałam się dlaczego oni mi to zrobili, dlaczego.? Wstałam niechętnie z łóżka i podeszłam do szafy, aby wybrać ubrania na dzisiejszy dzień. Wybrałam czarne rurki, gruby beżowy sweter , wyciągnęłam jeszcze bieliznę i poszłam do łazienki. Wzięłam zimny prysznic, chociaż przez chwilę mogłam poczuć, jakby te wszystkie problemy spływały wraz z wodą. Chociaż przez chwile…
Ubrałam wcześniej uszykowane ubrania i zeszłam na dół, w kuchni siedziała mama:
-Część córeczko, może poroz…
-Nie, nie chcę o tym rozmawiać. Po prostu zapomnij.-Rozejrzałam się po pomieszczeniu- A gdzie tamci.?
-Nie wiem, chyba śpią jeszcze…
-Dobra to ja spadam.
-Gdzie idziesz.?
-Do farbowanego, a co.?- spojrzałam na rodzicielkę ze zdezorientowaniem.
-A co to za chłopak, znam go.?
Wybuchnęłam niepohamowanym śmiechem:
-Mamo, chodzi mi o Nialla.
Ze smajlem na gębie poszłam na górę, otworzyłam drzwi od pokoju blondyna, wiedziałam że on powie mi całą prawdę. Chłopak siedział na parapecie, przy oknie, gdy usłyszał, że ktoś się zbliża obrócił gwałtownie głowę.
-O Katy, musimy chyba porozmawiać. Co się wczoraj stało.?
Spojrzałam na niego z niedowierzeniem:
-Na serio nie wiesz, no chociaż jak możesz wiedziec, skoro zostawiłes tam mnie ty i cała reszta idiotów. Chcesz wiedzień co się stało.? A proszę bardzo- po mojej twarzy zaczęły spływac łzy, nie mogłam ich powstrzymac mimo że chciałam- w tym leesie, dopadła mnie zgraja jakis pedofili i…. no i prawie mnie zgwałcili, w ostatniej chwili im zwiałam, a wy mieliście mnie głęboko w dupie teraz i ja będę miała was.
Niall chciał mnie przytulic, jednak ja oddaliłam się i wytarłam łzy.
-Zapomnij o tym wszystkim, ja już zapomniałam i nikomu pod żadnym pozorem tego nie mów.
Gdy już miałam wychodzic, do pokoju wpadła zgraja klaunów, momentalnie uśmiechnęłam się sztucznie i wyszłam, zostawiając ich ze zmieszanymi minami. Założyłam kurtkę i wyszłam na miasto, w poszukiwaniu miejscowego, dobrego dilera.. Ciekawe za jaki czas go znajde, w Polsce troche mi to zajęło..
Szłam przez miasto już trzecią godzinę i nic, przejrzałam wszystkie najciemniejsze zaułki miasta. Teraz weszłam w dość podejrzaną alejkę, miałam nadzieje że tu go znajdę, po chwili wpadłam na jakiegoś typa
-Ej uważaj jak łazisz.
-Przecież to ty na mnie wpadłaś.
-Ta jasne, jeszcze czego.
Chłopak podniósł się z ziemi i ujrzałam Liama.
-A ty co tutaj robisz, mała.?
-Miałam zapytać o to tez ciebie.. A wiesz nie powiem ci bo wszystko zapewne wygadasz matce.
-Taa, jasne. Jak chcesz, ale wiesz mógłbym ci pomóc.
-O w tym raczej nie pomożesz, jesteś za bardzo pedałkowaty,
-Tak myślisz, a ja cię zadziwię, wiesz chyba wiem po co tu przyszłaś..
-Oj nie sadze, no ale dobra, zgaduj.
-Przyszłaś poszukać dobrego dilera, co.?
Byłam trochę zdziwiona, a nawet nie trochę, kurde skąd on może wiedzieć czego ja chce i w jaki sposób chce mi pomóc. Może jednak źle go oceniałam.
-Nawet jeśli, to jak mi chcesz pomóc.?
Popatrzałam na niego, chłopak słodko się uśmiechnął, jego dłuższe kręcone włosy przykryły większość twarzy, odgarnął je i spojrzał na mnie rozbrajającym spojrzeniem:
-Tak się składa, że znam pewną osobę, która ma nawet dobry towar.
- Zaprowadź mnie do niego.
Uśmiechnął się zadziornie i złapał za rękę. Kiwnął głowa na znak żebym szła z nim, nie wahałam się nawet chwile, ufałam mu, nie wiedziałam dlaczego, co ma w sobie jego osoba ze po paru minutach darze ją takim zaufaniem. Szliśmy już jakieś trzydzieści minut, w końcu przystanął przy drewnianej chatce, w lesie.. Zdębiałam, wspomnienie z wczorajszej nocy powróciło, to ten sam domek, ta sama okolica. Spojrzałam z przerażeniem na chłopaka, spojrzał na mnie a gdy ujrzał moja minę zapytał:
-Cos nie tak.?
-Zabierz mnie stąd i to szybko. Proszę.
Po mojej twarzy zaczęły spływać łzy, chłopak przytulił mnie,:
-Ale co się stało.?
-Możemy porozmawiac o tym w domu,? Proszę, chodźmy już..
Chłopak ostrożnie złapał moją ręke, przy jego moja dłoń stawała się taka drobna i delikatna. Szliśmy w milczeniu. Po jakimś czasie doszliśmy do domu, Liam zaprowadził mnie do pokoju i chyba chciał wyjść, jednak nie wiem dlaczego ale nagle z mojego gardła wydobył się dźwięk:
-Może zostaniesz.?
Chłopak uroczo się uśmiechnął i usiadł obok mnie na łóżku, rozmawialiśmy przez cztery godziny, opowiedziałam mu moja jakże „tęczową historie”, on nie był mi dłużny także otworzył się i po paru godzinach wiedzieliśmy o sobie wszystko. Opowiedziałam mu sekrety o których nie miała pojęcia nawet Sara. Polubiłam go, strasznie polubiłam. Chłopak obiecał że jutro sam dostarczy mi towar.
-Eeem, Liam może poszlibyśmy na dół do reszty i obejrzymy z nimi film, czy coś.?
-Heh , film z nimi, jak ja dawno tego nie robiłem..
-Także chodź, zobaczysz jeszcze ze swoja pomoca wyjdziemy na prostą.
Pocałowałam go w policzek i zepchnęłam z łóżka, po chwili byliśmy już w salonie, usialiśmy na dywanie (niestety kanapa i fotele były już zajęte). Reszta gapiła się na nas z wyszczerzonymi oczami, ale nas to nie interesowało,. Właśnie rozpoczęliśmy nowy rozdział w życiu, może i nie miał on być kolorowy, dobry, ale na pewno przeżyty razem..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (9) ›
 

 
Zostałam nominowana przez laalaaloovveeee.pinger.pl/ i zyntia.pinger.pl/

1. Jestem brunetką o brązowych dużych oczach.
2. Kocham czytac i pisać opowiadania.
3. Pisze wiersze.
4. Jestem cholernie zboczona i szalona.
5. Moim hobby jest rysowanie i udawanie że umiem spiewać.
6.Wymyslam imiona chłopakom którzy mi sie podobają, żeby się nie skapli że gadam o nich. ;p
7. Kiedy sie denerwuje kręce sobie włosy wokół palca. ;d
8.
Nominuje:
xzwariowanaa123.pinger.pl
tylkoonedirection.pinger.pl
skumaj-to.pinger.pl
haterforever.pinger.pl
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
1. Rozdział pojawi się jutro.
2.Zapraszam na bloga http://tommo17.pinger.pl/
3. Jeżeli macie jakieś ciekawe pomysły co do mojego opowiadania jak je rozkręcić to piszcie na priv.
4. Mój twitter https://twitter.com/nikoola3

I to koniec na dzisiaaj.<3
Z Bogiem moi kochani parafianie *
  • awatar Fucking perfect: Już nie mogę się doczekać rozdziału! xx Nie mam pomysłów, więc czekam na twoje pomysły, które okażą się na pewno świetne (:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Po, przebudzeniu spojrzałam na zegarek, o ja dopiero 8 a ja juz się obudziłam to niemożliwe pomyślałam. No ale teraz juz nie zasnę, wyszłam w moich niby pidżamach i poszłam cos zjeść. Schodziłam po cichu do kuchni, żeby przypadkiem nikogo nie zbudzić. Weszłam do mojego ulubionego pomieszczenia i od razu skierowałam sie w kierunku lodówki, wyjęłam jajka, mleko, później z szafki wyciągnęłam make, proszek do pieczenia i resztę składników, potrzebnych do zrobienia ciasta na omlety. Włączyłam sobie radio i zaczęłam podrygiwać w rytm muzyki. Usmażyłam sobie dwa omlety z lodówki wyjęłam bita śmietanę i truskawki, przyozdobiłam moje śniadanie i już miałam iść do mojego pokoju, a tu przede mną wyskoczył jakiś chłopak, odłożyłam mój posiłek i złapałam patelkę, nie wiem co ja mam z tymi patelkami, zawsze mam je w dłoniach gdy spotykam kogoś obcego:
-Kim jesteś, człeku.?
Ten zamiast mi odpowiedzieć zaczął się śmiać, no chociaż na jego miejscu tez bym zaczęła, no bo kto się boi niebieskoglowej dziewczyny z patelką, to bardziej wydaje się śmieszne niż straszne.
-Co się szerzysz, jak ktoś pyta to się odpowiada, mama cie nie nauczyła,?
-Sorry, po prostu hahah tak fajnie hahah wyglądasz z tą hahah patelką.
-Taa, jasne pośmiej się jeszcze trochę a ja idę do pokoju, Pa.
Wzięłam talerz z moim śniadaniem i już byłam na schodach aż usłyszałam głos chłopaka:
-Zaczekaj, jestem Harry a ty to zapewne Katy.
-Taa. - i spojrzałam na tego Harrego, pytającym wzrokiem.
-Chłopacy dużo mi o tobie gadali, tez jestem w ich zespole.
-Nie no ,kolejny idiota.?
Zapytałam bardziej siebie ,niz. jego i poszłam do mego królestwa, rozkoszować się smakiem wczesniej usmazonych omletów. PO zjedzeniu zaczęłam rozmyslać nad moim życiem, myślałam nad tym jak to wszystko się teraz potoczy. Po chwili rozmyslań zdałam sobie sprawę że ten dureń, widział jak tańczyłam, o niee, zapewne opowiedział już wszystko reszcie gamoni, teraz to juz napewno Malik, życ mi nie da. Cholernie się nudziłam, postanowiłam że pójde do blondyna on jedyny wydawał się byc normalny w moim znaczeniu. Zapukałam po cichu i weszłam, jednak chłopaka nie było. Juz miałam wychodzić, ale zobaczyłam opartą o ścianę gitarę, wzięłam instrument i usiadłam na łóżku. Nie wiedziałam czy zagrać, czy nie tak dawno już nie grałam, ostatni raz chyba na urodziny... mamy, ostatnie ,przed rozwodem. Początkowo grałam krótkie melodyjki, aby przypomniec sobie jak się gra, gdy już byłam gotowa, zaczęłam grać i śpiewać piosenke Taylor Swift :Last kiss. Szło mi nawet dobrze, rzuciłam muzyke zaraz po rozwodzie, nie widzialam dalszego sensu spiewania, a nie powiem głos miałam dość mocny. Gdy skończyłam uslyszałam brawa, obróciłam się w kierunku drzwi i zobaczyłam ją;
-Co ty tu robisz.?
-Słuchałam jak ślicznie grałaś. - weszła do pokoju i usiadła obok.
- Wcale, nie ślicznie. Zapomniałam jak to się robi.- Nie miałam sil juz się z nią kłócić.
- Czyli, nie rozwijałaś się w tym kierunku.?
- Niee, to nie dla mnie. Wole grać w noge. - i na samą myśl o tym sporcie uśmiechnęłam się szeroko.
-Tak wielu rzeczy o tobie nie wiem, .no ale skąd mam wiedzieć, nie interesowałam się tobą przez tyle lat. Jestem wyrodną matką.
Po jej policzku spłynęła łza, po chwili było ich coraz więcej. Długo się zastanawiałam co mam zrobić, w mojej głowie toczyła się wojna, pomiędzy Katy teraźniejszą, a dawniejszą.
W końcu nie wytrzymałam, skorupa która otoczyła moje serce pękła, przytuliłam się mocno do rodzicielki, ona odwzajemniła uścisk.
-Mamo, nawet nie mów że jesteś wyrodną matką, to ja jestem okropną córką. Po przyjeździe tutaj, traktowałam cię jak zwykłego śmiecia, ale obiecuje że sie poprawie. Przepraszam.
-Ja też spróbuje się poprawić. Obiecuje że od teraz będziemy znaczniej więcej czasu spędzać ze sobą.- uśmiechnęłam sie do niej na te słowa
- Masz prześliczny uśmiech a tak rzadko sie uśmiechasz, choć zobaczymy co tam chłopcy porabiają.
-Wiesz, ja chyba nie idę. Niezbyt ich lubie.
-Wszystkich.?
-Nie no, Niall wydaje sie spoko.
-No to idziemy do Nialla.
Złapała mnie za ręke i już miałyśmy schodzić, kiedy przypomniałam sobie że jestem nadal w pidżamach, powiedziałam mamie że zaraz przyjdę, i pobiegłam do pokoju szybko się przebrać. Założyłam zielone krótkie spodenki, bluzkę ze śmiesznym stworkiem, no i oczywiście na nogi moje ukochane vansy. Niebieskie włosy rozpuściłam, jeszcze tylko lekko się pomalowałam i juz byłam gotowa. Pobiegłam do ogrodu, lecz nikogo tam nie zastałam, przeszukałam prawie cały dom, a po wszystkich ślad zaginął. Postanowiłam zadzwonić do mamy.
-heeja, mama gdzie jesteście.?
- Zejdź do piwinicy. Chłopacy nagrywaja piosenkę.
Zrobiłam tak jak powiedziala , gdy juz zeszłam zobaczyłam, studio nagraniowe. Wow, ten mąż mojej mamy musiał być nieźle dziany, taki dom, jeszcze w nim własne studio, extra.
Weszłam do środka, chłopcy właśnie śpewali Little things. Musze przyznać że glosy mieli dobre. Usiadłam obok Johna, i wsłuchiwałam sie w piosenkę, była naprawdę prześliczna.
Gdy skończyli, John zapytal sie czym bym chciała spróbować zaśpiewać, początkowo zaprzeczałam, że nie, że nie umiem i już prawie mi się udalo, a tu do akcji wkroczyła mama i wyboru nie miałam musiałam zaśpiewać. Wybrałam piosenkie baneth your beatiful. Gdy skończyłam wszyscy patrzyli na mnie z otwartymi buziami:
-Uwazajcie, bo wam jeszcze mucha wpadnie.
Powiedziałam i poszłam do mojej widowni, wszyscy nadal patrzyli na mnie z niedowierzaniem, jedynie mama uśmiechała się.
-Oto moja córeczka, która wogóle nie umie spiewać.
- Od jak dawna spiewasz.? -zapytał podekscytowany John
-Nie śpiewam, kiedyś chyba z pięc lat temu, śpiewałam i grałam na gitarze ostatni raz. Potem rzuciłam to w cholere, dla piłki nożnej. Niall prędko odpowiedział:
-Jak można z takim głosem rzucić spiewanie.?
-Jak chciała to rzuciła, jej sprawa.- tym razem odezwał się brunet
-O właśnie jak ty masz na imię, wszystkich znam, a ciebie jeszcze nie.
-Liam.
-Miło poznać, a teraz zamiast histeryzować że rzuciłam śpiewanie może pójdziemy chłopcy na spacer czy coś.?
Wszyscy się zgodzili oprócz, Malika, którego nagle rozbolała głowa. Postanowiłam pójśc go namówić i przy okazji zapytać co się stało. Chłopcy poszli się przebrać, a ja weszłam do pokoju mulata. Leżał na brzuchu na lóżku, przez co nawet nie zauwazył że weszłam. Po cichu podeszłam i usiadłam obok, po chwili spojrzał na mnie:
- Jakoś nie potrawie cię rozgryść, mała.
- A ja jakoś nie moge zrozumieć sensu twojej wypowiedzi mulat - w końcu się uśmiechnął.
-Jesteś zupełnie inna, niż wszystkie dziewczyny, które dotychczas spotykałem.
- A wiesz bo ja nie jestem taka jak wszystkie, ja jestem Katy Strzelecka.
-Miło poznać. A po co tak wogóle przyszłaś.?- Po raz kolejny się uśmiechnął, jaki on jest słodki. Katy opanuj się, on wcale nie jest słodki, jest glupim idiotą.
- A namówić cię żebyś może poszedł z nami. Będziesz tak sam siedział.?
- Dzisiaj coś miła jesteś. Wiesz może jednak pójdę.
Uśmiechnęłam się i złapałam go za ręke, zeszliśmy na dół, reszta już czekała. Chłopacy postanowili pokazać mi troche Londynu, po dwóch godzinach troche się zmęczyłam, więc skoczyłam na plecy Horankowi. Potem wydarzyło się tyle, że aż żałuje że poszłam z nimi na ten spacer....
Wbiegłam ze łzami w oczach do domu, było chyba gdzieś tak może po 21. Nie zwracałam uwagi na mame, na Johna, chciałam być sama, wiedziałam że z tymi idiotami nie warto się zaprzyjaźniać. Weszłam do swojego pokoju i zamknęłam się.. Bezsilnie zsunęłam się po drzwiach, ja chce już do taty, do Sary....


Bohaterowie, którzy się pojawili:

Harry Styles: Chłopak, który udaje, słodkiego, miłego, w rzeczywistości jest wredny, nieczuły, wręcz bez serca. Początkowo zaprzyjaźnia sie z Toba, a później jak tylko potrafi niszczy i stacza na samo dno. Jego nowym celem jest Katy..

Liam Payne- Gdy widzisz go po raz pierwszy masz wrażenie że jest grzecznym, poukładanym chłopakiem, nic bardziej mylnego . Tak naprawde pali, ćpa, pije i ostro się zabawia. Przed kamerami udaje spokojnego i tego najbardziej grzecznego, chłopacy z zespołu próbowali mu pomóc, jednak wszystko szło na marne. Teraz w jego życiu pojawiła się Katy, która jest w podobnym stanie, czy uda im się wyjśc z nałogów, czy stocza się jeszcze bardzieej…?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

 
Wsiadliśmy do samochodu, a raczej do busa i wyruszyliśmy, przez całą drogę żaden sie nie odezwał.Pewnie każdy bał się że jak coś powie to jeszcze go zjem. Po godzinie zajechaliśmy do domu, a raczej do willi. Gdy tylko wyszlismy z auta , z domu wybiegła matka:
-Witaj córeczko.- i znowu chciała mnie przytulić, myślała że przy gościach będę grzeczniejsza, nic bardziej mylnego.
Odepchnęłam ją lekko, na znak że nie mam ochoty na takie pieszczoty.
-Ale co się stało, skarbie.?
-. Weź się odpierdol ode mnie., co.?
-Jak ty sie do własnej mamy odzywasz.?- odezwał się ten co miał najmniej włosów na łbie.
- To nie jest moja matka i nigdy nią nie będzie, nie wtrącaj się w nie swoje sprawy, rozumiesz.?
wbiegłam do domu, miałam juz tego wszystkiego dość, a to dopiero pierwszy dzień. Chce już wracać do domu, do taty, do Sary, ja z nimi tu nie wytrzymam, prędzej sobie coś zrobię.
Po chwili weszli chłopacy, ona i John.
-Hej, John. Powiesz mi gdzie będe spała.?
- Na górze jest dziesięć pokoi, także, gotowi do startu, start.!
I wszyscy pobiegliśmy na góre, po raz pierwszy tutaj ,się uśmiechnęłam .Wbiegłam do pierwszego pokoju, niezbyt przypadł mi do gustu, pobiegłam troche dalej. Weszłam i wow, genialnie, wymarzony pokój. Czarno-biały. Genialna kolorystyka, do tego duże łóżko, genialne biurko, i różnej wielkości metalowe półki, porozwieszne na ścianach. Była nawet niewidoczna szafa, ukryta w ścianie, po prostu bosko. Poszłam zobaczyć kto będzie moim sąsiadem, zapukałam do drzwi obok:
-No nie, to ty.?
-Dla mnie to tez nie jest miła wiadomośc.
-No co ty nie powiesz.
Odpowiedziałam i weszłam z powrotem do pokoju. Zabrałam jedną z dłuższych bluzek i krótkie materialowe spodenki do spania i postanowiłam pójść do łazienki. Zapukałam do pierwszej, zajęta, do drugiej, zajęta, podeszłam do trzeciej, całe szczęście była wolna. Wzięłam prysznic i umyłam włosy. Potem suszenie i prostowanie, troche to potrwało, najdłużej jednak zajęło mi układanie grzywki. Założyłam wcześniej uszykowane ubrania i wyszłam z pomieszczenia. Postanowiłam cos zjeść taa, nie ma to jak jedzenie o drugiej w nocy. Weszłam do kuchni, ciemno jak w dupie u murzyna, troche potrwało zanim znalazłam włącznik do światła. W końcu udało się, podeszłam do lodówki i ją otworzyłam, wow, prawdziwy raj pełno jedzenia. Za to mogłam im podziekować. Złapałam jakąś karteczkę, długopis i napisałam:
Dziękuje ci moja rodzicielko i jej drogi mężu, za lodówkę, którą wypełniliście masą pyszności. - Katy. ;D
Przyczepiłam karteczkę na magnes do lodówki i poszłam do pokoju. Musiałam się wyspać, bo coś czuje że ten jutrzejszy dzień do tych najprzyjemniejszych należeć nie będzie...
Kolejny dzień...
Śpie sobie spokojnie na moim łożu królewskim, a tu nagle do mojej komnaty wpadła para błaznów.Zaczęli śpiewać:
-Wstawaj księżniczko kochana
Bo twoja główka będzie zjarana.
Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na tych dwóch idiotów ze zdezorientowaną miną. Ospale i ociągale powiedziałam:
-Kto tak kończy piosenkę, a mogło byc tak pięknie. Trudno, a teraz wypierdalać ja chcem spać.
Obróciłam się na drugi bok i nakryłam kołdrą, myślałam że się ode mnie odczepią, no ale nie, usiedli na łóżku i ani drgneli, wyciągnęlam łep spod pierzynki:
-No cholera, czemu sobie nie idziecie.?
-Czekamy aż się obudzisz.
-Aaaaaaa.! Zjarani idioci.
Powiedziałam i wyskoczyłam z mego kochanego łoża. Im od razu na gębach pojawiły się banany.
-No co sie szczerzycie, co.? Może byś Niall przedstawił mi kolege, bo on raczej takiego zamiaru nie ma.
-Oj, wybacz jam zwie się Lou.
-Witajże. Ale czy teraz moglibyście opuscić to pomieszczenie, chciałabym się przebrać.
Całe szczęście wyszli, a ja powróciłam do mojego poprzedniego, jakże ciekawego zajęcia. Spałam tak jeszcze do 15, aż wkońcu poczułam że jestem całkowicie wypoczęta. Wstałam i podeszłam do okna, no można powiedzieć że nawet jest ciepło, chociaż nie tak ciepło jak w Polsce, ale zawsze coś. Wybrałam zielone, neonowe rurki, a do tego czerwoną bokserkę i czerwone vansy, moje niebeskie włosy rozpuściłam. Postanowiłam zejść na dół, było cicho jak makiem zasiał. A i nikogo też nie było. Zrobiłam sobie kanapkę i wyszłam do ogrodu, no i znalazłam grupę tych niewyżytych, no był jeszcze John i ona. Nie minęły nawet dwie minuty, a ja już kanapkę zjadłam, taa wiadomo oto ja mistrz w zjadaniu kanapek. Po chwili poczułam czyjeś łapy na mojej talii, juz miał mnie podnosić, ale w dobrym momencie zareagowałam:
-Nawet się nie waż idioto, nie umiem pływać
Puscił mnie a po chwili dodał;
-Jak to nie umiesz pływać.?
- Myślałam że pod tą szopą coś masz, ale widoczniej się myliłam. Powiedziałam tak specjalnie geniuszu.
Usmiechnęlam się i wyszłam;. Postanowiłam pozwiedzać okolice. Gdy znalazłam sie w parku, zobaczyłam go, palił fajkę.. Podeszlam bliżej:
- Zapewne wiesz że to niezdrowe...
- Taa. I wiesz zapewne tez że od tego mam taki gówniany głos.
-Ej no do końca życia bedziesz mi to wypowiadał, sorry za tamto..
Usmiechnęłam się , on złapał mnie za ręke i uśmiechnął chytrze, początkowo nie wiedziałam co to ma znaczyć, lecz już po chwili się dowiedziałam. Gdy wychodziliśmy , złapala nas grupa paparazzi, od razu zaczęly się pytania, jesteście parą.? Jak dlugo.? itp.
-Pożałujesz tego Malik- powiedziałam gdy już sie od nich uwolniliśmy.
-Teraz jesteśmy już kwita.
Usmiechnęłam sie, ale w glowie i tak chodzila mi jedna mysl- Oj nie Malik to dopiero początek. Tej wojny nie wygraasz....



Postacie które pojawiły sie w tym rozdziale:

Louis Tomlinson- ma 20 lat, mimo wieku zachowuje się jak duże dziecko. Lubi robić zdjęcia i wygłupiać się. Często chodzi do zoo i kina. Umie nieźle pyskować i wkurzać ludzi. Narazie nie jest nikim bliższym dla Katy, ale chce żeby to się zmieniło jak najszybciej...


Zayn Malik- ma 19 lat. Nie należy do tych grzecznych i poukładanych ludzi. Tak jak dziewczyna lubi ranic ludzi, nie obchodzi go że ktoś może przez to cierpieć. Lubi jeść lizaki i kiwi. Często biega, uwaza że wtedy uwalnia się od wszystkich problemów. Traktuje dziewczyny jak zwykłe śmieci, jednak w stosunku do Katy nie potrafi, byc taki...
  • awatar Jaram się nimi jak Lou marchewkami ;d: Świetny ! :P
  • awatar Fucking perfect: Mam nadzieje że szybko ją coś połączy z Malikiem. Bardzo mi się podoba. Nie mogłam się doczekać kolejnego rozdziału i teraz muszę czekać na kolejny... :) xx
  • awatar One Thing ♥: Oj..! Nie powinna taaak Do mamy Muwić.: > Ale sb dokuczają Hehe..:D czekam Na kolejny rozdział ma nadzieje , ze bedzie również Bąbowy Jak tenn..: P Kocham..<333 ;- *****
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (13) ›
 

 
Godzina 210, wylatujemy. Mój pierwszy lot samolotem, płynęłam juz statkiem, łódką, jechałam pociągiem, tramwajem, ferrari, leciałam nawet chelikopterem, ale samolotem jeszcze nie. Zrobiłam sobie pare fotek telefonem i wstawiłam na Twittera z dopiskiem: " Londyn nadlatuję"
Podobno mamy miec postój w Berlinie, jacyś gamonie, mają tam wsiaść. Także o godzinie 22:15, jak zapowiadali wylądowaliśmy w Niemczech. Po chwili uslyszałam piski dziewczyn, pierwsze co pomyślałam to, to że spadamy, po chwili walnęłam się w łeb reką, jaka ja jestem głupia, przeciez dopiero co wylądowalismy, jak możemy spadać. Po paru minutach już wiedziałam co było przyczyna pisków, do samolotu weszła czwórka, jak to inne dziewczyny okresliły " słodkich ciach". Aż sie chce rzygać. Na moje nieszczęście usiadli dosć blisko mnie. nie przejmowałam się tym. Postanowiłam że wyjmę telefon i zadzwonie do Sary:
-Heja kochana, co tam porabiasz.?
-A nic, siedze i się nudze.
-No, co ty, tylko mnie zabrakło a ty się już nudzisz.?
-NA to wychodzi. A ty co, lecisz jeszcze.?
-Taa, dookoła mnie usiadły jakieś pacany- papatrzałam na tych "sweet chłopców"- i dziwnie się na mnie patrzą.
-Może dlatego że mówisz w innym języku.
-Może. Dobra kończe, odezwe sie później, pa.
Postanowiłam że sobie troche z nich pożartuję, zaczęłąm im sie dokładnie przyglądać, potem wyjęłam telefon, zaczęłam udawać że gdzieś dzwonie i powiedziałam (juz po angielsku)
-Szefie znalazłam ich, więc jak to mówiłes. hmm, a wiem Nieważne czy będą martwi czy żywi tak.?
Gdy to powiedziałam chłopacy spojrzali na mnie z przerażeniem i przesiadli sie nieco dalej a ja wybuchłam niepochamowanym śmiechem.
Po chwili dosiadł sie do mnie jeden z nich:
-Witaj mała.- powiedział to z takim jakbym gównianym akcentem, może chciał być sexowny, jednak niezbyt mu sie to udało
-A tobie co kurwa, gówno w gardle utknęło.?
Gdy to powiedziałam reszta wybuchła śmiechem.
-Czyli wolisz na ostro.? TAk.?
-Tak, i jeszcze frytki jeżeli moge.
Uśmiechnęłam się i przeszłam na nieco dalsze miejsca. Oni do mnie się już nie odzywali, pewnie pomysleli że nie warto. Zrobiło mi sie gorąco, pewnie wlączyli większe ogrzewanie, i zdjęląm moja czapeczke z głowy. Po pół godzinie w końcu wylądowaliśmy, gdy wychodziłam z samolotu, przepuścili mnie, wszyscy patrzeli na mnie ze zdziwniem, ja natomiast przeszłam obojętnie, przyzwycziłam się że ludzie są dosć zdziwnieni gdy widzą moje włosy. Odebrałam walizki i zaczęłam szukać mojej "kochanej rodzinki" ( mam nadzieje że czujecie ten sarkazm). Usiadłam na jednej z walizek i zaczęłam czekać, czekałam już pół godziny, a nikt jeszcze nie przyjechał. Zobaczyli to tamci idioci, jeden z nich podeszedł do mnie:
-Heja jestem Niall.
-Witaj człeku, ja jestem Katy.
Uśmiechnął sie słodko.
-Widze że długo czekasz.
-Tak jak ty. -odpowiedziałam i takze słodko sie uśmiechnęłam.
-A za kim czekasz.?
-Za matka i jej nowym męzem. Chociaż zapewne zapomnieli o mnie i teraz kurwa bedę tu siedzieć całe wieczności.
-A wiesz może gdzie oni mieszkają.?
- Gdybym wiedziała to bym sobie taxi zamówiła, taka głupia to ja nie jestem.
I w tamtym momencie zobaczyłam biegnącego Johna:
-Heja Katy, sorry ze czekałaś. O cześć Niall, was też przepraszam.
-Hej John.
Spojrzałam na nich ze zdziwionymi minami.
-Bo wiesz Katy chłopcy na jakiś czas z nami zamieszkają.
- Go jeszczee przetrawie, ale że tamci też.? Ja umrę.
Juz wtedy wiedziałam ze nie będzie tak łatwo. Nie dosyć że z matką nie moge sie dogadać, to jeszcze oni.....


Tak jak mówiłam rozdziały krótsze, ale za to częstsze.

Wasza Nikool <3



Nowy bohater:

Niall Horan- ma 18 lat, jest wiecznie glodny i przyjacielski. Ale gdy trzeba umie też nieźle odpyskować. . Juz po pierwszym spotkaniu , można powiedzieć że ją polubił, Katy jego chyba też. Chociaż po dziewczynie i po nim można spodziewać sie wszystkiego. Lubi oglądac horrory, i chodzić do wesołego miasteczka. Tak jak Katy lubi robić żarty, różnym osobom, nie wazne czy ich zna, czy tez nie.
  • awatar xzwariowanaa123: Masz niesamowity talent nie moge wyjsc z podziwu . Masakrycznie ci zazdroszcze tego talentu ;3 podziel sie nim ! Informuj mnie o nowych jesli mozesz . I jezeli masz czas i ochote zapraszam do siebie ;3
  • awatar `compelling.: Ale świetny. Czekam na następny rozdział ;)
  • awatar Fucking perfect: Bardzo ciekawe opowiadanie. Jeśli masz ochotę zajrzyj do mnie. Również piszę opowiadanie :) Czekam na kolejną część :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 
-Wstawaj Katy, do szkoły się spóźnisz.
-A co ty tak nagle, sie martwisz o moją edukacje.?
-Nawet tak nie mów, zawsze się o ciebie troszczyłem.
-Taak, przez telefon. A teraz możesz wyjść.?
-Ale..
-No chyba chcę się przebrać.?
Wyszedł. Takie kłótnie, to praktycznie codziennośc, klócimy się nawet przez ten telefon. Nie umiem się z nim dogadać, ale to nie zmienia faktu,że go strasznie kocham. Może nie mówimy tego sobie często, ale my poprostu o tym wiemy. Na ojca jeszcze nigdy nie przeklnęłam, mam do niego za duzy szacunek. Kolejny baznadziejny dzień w szkole, całe szczęście że mam jeszcze Sare. Zeszłam z łózka i otworzyłam szafe, w tym roku wiosna w Polsce jest wyjątkowo gorąca, więc wybrałam krótkie czerwone spodenki i taką jakby koszulę na ramiaczkach, moje długie niebieskie włosy rozpuściłam . Zeszłam na dół, go juz nie było. Zresztą jak zwykle....
Wzięłam jeszcze torbę z paroma książkami i wyszłam. Akórat obok mojego domu przechodziła moja kochana siostrzyczka:
-A ty głupolu nie masz może zamiaru za mną poczekać.?
-O heej Katy, myślałam że nie idziesz do budy.
-A widzisz. Dzisiaj jest ten ważny test, więc postanowiłam pójść.
-Uczyłaś się.??
-No co, ty. Ale wiesz taki geniusz jak ja umie wszystko.
To nie były żarty, naprawdę byłam w pewnym sensie geniuszem. Może i nie uczyłam się całymi dniami do sprawdzianów, ale ja wszystko umiałam z lekcji. przez co miałam jedną z najlepszych średnich w szkole. Byście widzieli ździwione miny profesorków, gdy wyczytywali moje nazwisko. Taa, niezapomniany widok.. Po dziesięciu minutach byłyśmy na miejscu. Oczywiście gdy tylko weszłam, każdego wzrok był skierowany na mnie, nie codziennie spotyka sie dziewczynę z niebieskimi włosami. W końcu po sześciu godzinach męki, jak dla niektórych skończyliśmy zajęcia.
-Idziemy gdzieś dzisiaj.?
-No a jak myślisz.?
-To może do wesołego miasteczka.?
-Wiesz chyba nas nie wpuszczą, pamiętasz dwa dni temu, oblałam tam kluna sosem do spaghetti.
- O faktycznie, Hmm, to moze do kina.?
-Eee, tam tez nie moge wchodzić. Ostatnio wysypałam całą zawartośc kubeczka popcornu na łeb jakiegoś kolesia i śmiałam sie w niebogłosy na horrorze.
- To ja juz nie wiem.
-To może przyjdź do mnie zrobimy sobie pidżama party.?
-Genialnie. Przyjde po 21, pa kochana.
Stanęłam przed drzwiami mojego domu, okazało się że są otwarte. Weszłam po cichu, nigdy nie wiadomo,może jakiś pedofil się włamał. Pobiegłam do kuchni i złapałam za patelkę. Szłam najciszej jak potrafiłam do salonu, z tamtąd wydobywały się dziwne halasy. Gdy byłam już blisko drzwi wyskoczyłam jak jakaś wariatka i wtedy zobaczyłam ojca, ją i jakiegoś faceta. Patrzeli na mnie z przerażeniem, no wkońcu nie codziennie zza drzwi wyskakuję dziewczyna z patelką w dłoniach.
-To właśnie jest Katy.
-Heeja, to własnie ja.
Usmiechnęłam się uroczo, ale to i tak nic nie pomogło tamta dwójka nadal stała wryta. Poszłam więc do kuchni odłożyc patelkę, gdy wróciłam wszyscy siedzieli na kanapie. Gdy matka mnie ujrzała wstała i chciała objąć:
- Nie masz prawa mnie dotykać.
-Katy jak się odzywasz do matki.?
-Kurwa, czy ty nie rozumiesz że nie jesteś już moją matką, ty dla mnie juz nie istniejesz. Teraz jedynie mam tatę...
Ojciec usłyszawszy moje słowa uśmiechnął się, zapewne nie spodziewał sie ze powiem coś takiego. Matka natomiast kipiała ze złości. No ale co ona myślała ,nie dawała znaków życia od trzech lat, a teraz tak po prostu ja ją będę przytulać, i kochać tak jak dawniej, tak łatwo nie ma. W końcu odezwał się ten facet, wyglądał na sympatycznego i miłego:
-Katy, musimy powaznie porozmawiac.
-A może by pan się najpierw przestawił.?
-Witaj jestem John, mąż twojej mamy.
- Taa, ja jestem Katy, ale to chyba już wiesz.
-Wiec, może usiądź
Usiadłam na fotelu, nie będę przeciez niemiła, nie chcę żeby i on pomyślał że jestem rozpieszczoną gówniarą.
-Więc, wiesz twoja mama przeprowadziła się do Londynu. Tam zaczęłą pracować, spotkała mnie, ożeniliśmy się ze sobą, zamieszkaliśmy razem, lecz nie mamy dziecka. Także twoja mama zaczęłą starac się o prawa nad tobą i ... wygrała.
Spojrzałam na ojca, tak jak ja miał łzy w oczach, nie spodziewał sie zapewne że matka będzie chciała mnie od niego odebrać. Wybuchnęłam płączem:
-Ty pojebano idiotko, jezeli myślisz, ze pojadę z tobą jesteś w wielkim błędzię. Dla mnie jesteś i będziesz nikim. Ja kocham i kochac będę jedynie tatę i ty tego nie zmienisz. Wiec wypierdalaj z naszego życia i to jak najprędzej, rozumiesz.?
Cały czas krzyczałam, byłam wściekła, po mojej twarzy spływały litry łez. Po wypowiedzianych słowach wybiegłam z domu. Nie wiedziałam gdzie biegnę nie obchodziło mnie to chciałam byc tylko jak najdalej niej.....

Następny dzień.

Wczoraj wieczorem zadzwoniłam do Sary i odwołałam nasz babski wieczór, miałam dość. Szwędałam się po mieście całą noc, do domu wróciłam po drugiej, gdy tylko weszłam ojciec mocno mnie objął.
-Ja nie chcę cie zostawić, ja nie chce jechac do tej szmaty.
-Kochanie nie możesz tak mówić, to wkońcu twoja matka. Nawet jeżeli nie odzywała się tak długo.
-Musze jechać.?
-Na to wygląda, jezeli nie pojedziesz moga mnie zamknąć.
-O ja jebie, jakie to wszystko jest popierdolone. A kiedy mam jechać.?
-Za tydzień.?
-Ze co.?!
-Ale będziesz mogła do mnie przyjeżdżać.
-Przynajumniej jeden plus. Ja idę się położyć..
Jak powiedziałam tak zrobiłam, spałam chyba ze cztery godziny. Miałam wszystkiego dość. Otworzyłam swój zeszyt i zaczęłam pisac.... kolejny wiersz. Gdy pisałam moje uczucia wylewałam na papier, to mi zawsze pomagało, tym razem powstał taki:

Krew, szum, czarna otchłań,
Przed oczyma swymi wciąż to mam,
Samobójcze myśli to codzinnośc,
Czasami mam ochotę pozbyc się ich,
Wtedy oczy swe zamykam,
Lecz tak jeszcze gorzej jest,
Bo wciąż widzę swoją śmierć.
Słyszę ciągle w uszach strzały,
Często mam przedziwne omamy,
Żyć coraz bardziej odechciewa mi się,
Czasami nawet pociąć się chcę,
Bo po co na tym durnym świecie żyć mam,
Co ja tej ludzkości od siebie dam.?
Kolejną pijaczkę bez przyszłości i tyle,
Dobrze wiem że się nie myle,
Jedyne co więc pozostało mi.
To iść spać i nie wstać ,ciii....

Moje wiersze zwykle są takie jakieś dziwne, tak jak ja. Zeszłam na dół, w kuchni siedzial ojciec:
-Co tam tato.?
-A nic rozmyślam jak to będzie mi tu bez ciebie.
-Napewno spokojniej.
Obydwoje się roześmialiśmy. Jeszcze prze jakąś godzinkę rozmawialiśmy, aż ojciec oznajmił ze musi na dwie godziny pojechać do pracy. Ja postanowiłam pójść do Sary i z nią porozmawiać, za tydzień sie przecież rozstajemy. Po dziesięciu minutach stałam przed domem mojej siostrzyczki, zapukałam po cichu, utworzyła mi mama dziewczyny:
-O witaj, Katy. Ty pewnie do mojego rudzielca, jest na górze w pokoju.
I pobiegłam na górę po schodach. Weszłam po cichu do pokoju dziewczyna grała na gitarze, grała prześlicznie.
-Cześć rudzielcu.
-O heej, Smerfie, nie słyszałam kiedy wchodziłaś,
- Musimy pogadać.
Dziewczyna odłożyła gitarę i usiadla obok mnie na konapie.
-Cos się stało.?
-Tak.- w moich oczach pojawiły się łzy- Za tydzień jadę do Londynu.
-O to super, na ile.?
-Właśnie nie super, matka mnie tam zabiera ,już na zawsze.. - i całkowicie pękłam.
Zaczęłam płakać jak małe dziecko, Sara przytuliłą mnie mocno.
-Kochana, będę cię często odwiedzać, i mam nadzieje że ty mnie także. Pamiętaj jesteśmy przyjaciółkami na wieki.
-Będę pamiętać dziekuje.
Przytuliłam ją mocno i już sie pożegnałam, teraz ten tydzień chciałam spędzić z tatą, sam na sam....

Sześć dni później..

Te szęść dni minęło strasznie szybko, spędziliśmy je wspólnie. Dzisiaj wieczorem wylatuję. Wyjełam z szafki walizki i zaczęłam sie pakować. Do jednej spakowałam, tylko te najfajniejsze ciuchy, reszte kupie sobie w Londynie. A do drugiej wspomnienia, czyli dwa albumy rodzinne, trzy z Sarą, dwa aparaty, telefony, płyty z ulubionymi piosenkami, ulubione filmy, zeszyty z wierszami i ulubione książki. ( tak umiem czytać, nie jestem aż taka głupia). Po dwóch godzinach byłam gotowa. Oto ja Katy Strzelecka rozpoczynam nowe życie, w nowym miejscu z nowymi ludźmi.....



Oto pierwszy rozdział. Mam nadzieje że sie spodoba. Będę dodawała narazie takie nieco krótsze rozdziały, ale za to częściej.
Mam nadzieję że i to opowiadanie będziecie czytać i komentować.
Nikola <3





Nowi bohaterowie:

Matka Katy. Ania Carrot.

Ma 36 lat. Wyszła za mąż po raz drugi. Bardzo kocha Katy i żałuję że zostawilą wzesniej dziewczyne. Ma nadzieję że uda im sie odbudowa relacje. Jest makijażystką i stylistką.

Ojciec Katy. Marcin Strzelecki.

Ma 38 lat. Jest manegerem dwóch firm. Dosc dobrze zarabia. Ponad trzy lata temu rozwiódł się. Bardzo kocha swoją córkę Katy, i nie wyobraża sobie jak to teraz bez niej będzie. Jak na swój wiek jest dość przystojny, lecz na razie dla dobra dziewczyny nie szukał nikogo dla siebie. Teraz po wyjeździe Katy, wszystko może się zmienić...

Mąż matki Katy. John Carrot.

Ma 30 lat. Jest bogatym producentem płytowym. Wydaje płyty wielu sławnym osobom. Juz po pierwszym spotkaniu pokochał Katy, jak swoja córkę, bardzo przypomina mu go z czasów młodzieńczych. Myśli że sie świetnie będą rozumieć.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Proloog.;P
Ja szesnastoletnia Katy, samootna jak cholera. Rodzice rozwiedli się jakoś dwa lata temu, matka wyjechała w siną dal, a ojciec próbuje się mną zajmować. Włąśnie próbuuje. Coś mu się to nie udaje. Od rana do wieczora siedzi w pracy.Mam wszystko co chcę, wszyscy uważają że jestem rozpieszczone, ale to ich zdanie a mnie ono wcale nie interesują.Mam wszystkich głęboko gdzieś. Jedyną osobą która naprawdę mnie rozumie to Sara, ją kocham najbardziej i traktuję jak siostrę.Ale nie zawsze taka byłam. Kiedyś miałam kochającą rodzinę, chłopaka, przyjaciół...
Lecz po tym rozwodzie wszystko się rozpłyneło, jakby było nierealnym snem, który niegdy się nie zdarzył....
Niestety i to moje życie coś musiało przerwać.Okazało się że matka wyszłą na ludzi, zarabia o wiele lepiej od ojca, ząłożyła rodzine i ma wspaniały dom. I niesteety zaczeła się starać o prawa nade mną...
Za tydzieeń wyjeżdżam, a gdzie.?- do przeklętego Londynu...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Kate Strzelecka.
Szesnastoletnia, zbuntowana nastolatka. Włosy w celu buntu zafarbowała na niebiesko i nawet jej się to spodobało.Uczy się dość dobrze. Jest naprawdę bardzo inteligentna, ale nie okazuje tego po sobie. Lubi robić zwariowane rzeczy, które niestety nie są do końca przemyślane przez co dziewczyna już wiele razy miała problemy z prawem. Od czasu kiedy jej rodzice się rozwiedli stała się bezuczuciowa, nie zwraca uwagi na to że swoim zachowaniem może kogoś zranić.

Sara Baranowska.

Szesnastoletnia, zwariowana dziewczyna. Najlepsza przyjaciółka Kate, bez siebie nie wyobrażają sobie życia. Zawsze i wszędzie razem. Nikt i nic nie może ich rozdzielić. Maja pełno pomysłów na minute. Często razem pakują się w poważne kłopoty. Dziewczyna ma rude włosy. Jest dość ładna i inteligentna. Bardzo ładnie maluje, nie szuka chłopaka, wystarczy jej Kate.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›